sobota, 3 stycznia 2015

rozdział siódmy

https://www.youtube.com/watch?v=5anLPw0Efmo

Obudziłam się w szpitalu. Byłam bardzo słaba. Nie wiedziałam, co właściwie się stało. Mało pamiętałam. Ściany były białe i wszystko dokoła było w takim samym kolorze, co sprawiało, że czułam się jeszcze gorzej. Odwróciłam głowę w stronę drzwi. Byłam zaskoczona. Obok mnie, na krześle siedział Justin i... płakał. Moje serce ścisnęło się niewyobrażalnie mocno. Nie lubiłam patrzeć, gdy płakał, zwłaszcza z mojego powodu. A może faktycznie mu na mnie zależy? A może naprawdę coś do mnie czuje? Byłam śpiąca, ale pomimo tego, nie chciałam zasnąć. Chciałam na niego patrzeć. Co prawda, nie chciałam widzieć jego łez, ale uwielbiałam patrzeć na niego. Po prostu na niego. Zawsze był taki idealny. Poruszyłam lekko ręką, na co Justin od razu podniósł głowę i złapał mnie za rękę.
-Anabelle.-mówił przez łzy-Jezu dziękuję. Myślałem, że się nie obudzisz.-wybuchł głośnym płaczem.
-Nie płacz-potrzebowałam naprawdę dużo energii, aby powiedzieć te dwa słowa. Mimo, że nie czułam się na siłach, rozmawiałam z nim.
-Anabelle. Przepraszam. Ja naprawdę cię kocham i nie mogłem się pogodzić z tym, że nie chcesz ze mną być. To uderzyło w samo serce.-po jego policzku spłynęła łza.
-Nic się nie stało, Justin. To moja wina.
-Nic nie jest twoją winą-rzucił szybko, nie pozwalając mi oskarżać samej siebie.
-Justin, ale ja...-spojrzałam na swoją rękę. Miałam podłączoną kroplówkę, a w miejscu, gdzie było rozcięcie, były szwy. Zszywali mnie. O boże.
-Ciiii.-szepnął.
-Jak się tu znalazłam?-spytałam, niczego nie pamiętając tego, co zdarzyło się wcześniej.
-Poszłaś w stronę lasu. Zrozumiałem, że nie chcesz ze mną gadać i pobyć sama, więc za tobą nie szedłem. Wiem, że takie zachowanie mogłoby sugerować, że mi na tobie nie zależy. Ale tak nie jest. Anabelle. Jeszcze nikogo tak w życiu nie kochałem jak ciebie.
-Justin, spytałam jak się jak się tu dostałam.
-Ach, no tak. Przepraszam. Długo nie wracałaś, a robiło się ciemno, więc postanowiłem, że po ciebie pójdę, bo martwiłem się o ciebie jak cholera. I szedłem przez ten las i...-spuścił głowę, a ja zobaczyłam, jak znów zaczyna płakać. Po chwili jednak się uspokoił.-i cię zobaczyłem. Leżałaś na ziemi jak lalka. Nieprzytomna. Myślałem, że cały świat mi się zawalił. Wziąłem cię na ręce i szybko poszedłem z tobą do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Ale Anabelle, ja myślałem, że ty nie żyjesz!
-Ale żyję. Jestem tu. Oddycham, widzisz?-wzięłam jego rękę i położyłam na mojej klatce piersiowej w miejscu, gdzie znajdują się płuca.
-Wiem. I dziękuję Bogu za to, że cię do siebie nie zabrał.-uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam ten uśmiech. Teraz, w tych promieniach słonecznych jego twarz wyglądała na bardzo bladą.
-Justin-zaczęłam.-która jest godzina?
-Dziesiąta.-uśmiechnął się.
-O boże. Muszę wracać do domu, powiedziałam Amber, że niedługo będę, a jestem z tobą od dwóch dni!
-Właściwie, to trzech.-uśmiechnął się do mnie blado.
-Daj mi mój telefon, muszę jej wszystko powiedzieć!
-Anabelle. Kiedy masz urodziny?
-Piętnastego lipca.-odparłam krótko.-A co?
-Bo dzisiaj jest piętnastego lipca.
-Co?!-prawie krzyknęłam.
-No to masz prezent.-westchnął.
-Muszę jej wszystko powiedzieć...-szepnęłam.
-Nie sądzę, że powinnaś mówić o tym, że zemdlałaś i że jesteś w szpitalu.
-Ale ja muszę, Justin...
-Anabelle. Proszę. Dla mnie.-nie potrafiłam już go skrzywdzić.-Kochanie-zaczął.-wybaczysz mi?-spojrzał na mnie błagalnie.
-Tak.-powiedziałam, uśmiechając się do niego, aby choć trochę podnieść go na duchu. W tym momencie wszedł lekarz.
-Mam dobrą i złą wiadomość. Od której zacząć?-spytał.
-Od dobrej.-odpowiedziałam szybko.
-Pani stan jest stabilny. Jutro wypisujemy panią ze szpitala.
-A ta zła?-spytał Justin. Lekarz spuścił głowę.
-Ech...-westchnął.
-Proszę mówić.-niepokoił się Justin.
-Jest pani poważnie chora.
-Słucham?!-powiedzieliśmy z Justinem jednocześnie.
-Ale jak to? Co to takiego? Panie doktorze, proszę mi powiedzieć, co to za choroba.
-Jest pani chora na raka. Nie zostało pani dużo czasu. Przykro mi.-lekarz wyszedł, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. W tym momencie zasnęłam.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
z dedykacją dla Jessiki :)
Mamy siódmy!:D mam nadzieję, że się podobał:)
Jak myślicie, czy Justin i Anabelle będą razem? Czy nasi bohaterowie pogodzą się ze zbliżającą się śmiercią Anabelle?
6 komentarzy- next 

7 komentarzy: