Czy Anabelle jest w stanie zmienić się dla miłości? Czy pomimo wszystko wzniesie się do góry i będzie szybować wysoko, czy spadnie na ziemię i połamie skrzydła?
czwartek, 29 stycznia 2015
Rozdział trzynasty
-Idziemy.-odparłam krótko, na co Igor pociągnął mnie za rękę.
-Nie tak szybko.-w tym momencie Justin złapał rękę Igora, która mnie trzymała i energicznie ją ode mnie odciągnął, sprawiając, że puścił swoją rękę z mojej.
-Nie przedstawisz nas sobie?-kpił Igor. Popatrzyłam na Justina oczami pełnymi żalem. Cholera, mogłam mu wcześniej o nim powiedzieć.
-Skoro tego chcesz...-westchnęłam.-Igor, to jest mój narzeczony Justin. Justin, to jest Igor.
-Narzeczony?! Coś ty powiedziała zdziro? Jak ty mogłaś!-Justin podszedł do Igora i wymierzył mu mocny policzek.
-Nie wtrącaj się, Panie Ważny.-podeszłam do Igora, robiąc to samo, co Justin, tylko tyle, że w drugi policzek.
Chłopak złapał się za oba piekące policzki.
-A nie powiesz swojemu przyszłemu mężowi, kim ja jestem?-moje serce zaczęło bić jeszcze szybciej. Teraz nie było już odwrotu. Musiałam powiedzieć Justinowi, kim jest Igor.
-Justin...-zaczęłam.
-Anabelle!-krzyknął ktoś za mną. Odwróciłam się, dziękując Bogu, że mnie uratował. Na razie nie musiałam nic mówić. Za mną stała Amber.
-Amber, o boże. Skąd wiedziałaś, gdzie jestem?-przytuliłam mocno przyjaciółkę. Z moich oczu popłynęły łzy.
-To nie jest ważne.-puściła mi oczko.
-Jesteś tu sama? To znaczy, ktoś przyjechał z tobą?
-Nie. Przyjechałam sama, nie martw się.
-Uff, to dobrze. Bo gdyby matka...-ugryzłam się w język. Cholera. Po co to zaczynałam?
-Co matka?-pytała Amber.
-Wiesz co, powiem ci w domu.-odwróciłam się i kiwnęłam głową do Justina, by podszedł. Igora już nie było. Mam nadzieję, że nie powiedział nic Jusowi. Chłopak podszedł do mnie, uśmiechając się do Amber.
-Justin, narzeczony Anabelle, miło mi.-wystawił rękę, uśmiechając się.
-Amber, przyjaciółka twojej przyszłej żony.-Amber puściła mi oczko, na co ja parsknęłam śmiechem.-Również mi miło.-uśmiechnęła się.
-Justin, może pójdziemy na jakąś kawę? Jest tu gdzieś kawiarnia?-spytałam.
-Oczywiście, kochanie. Najlepsza kawiarnia jest pięć minut stąd.
-No to idziemy-zaśmiała się Amber.
W kawiarni zamówiłam sobie małe latte i muffina. Potrzebowałam tego, ostatnio jakoś brakuje mi słodyczy. Jem tego coraz więcej. Nie wiem, co się dzieje. Może to skutek uboczny miłości?
-No więc, Justin, opowiedz mi, jak to się stało.- mówiła Amber.
-Co się stało?-spytał trochę zdziwiony, popijając swoją czarną kawę.
-No, ta wasza miłość, jak ona się zaczęła?-zaśmiała się, na co my jej zawtórowaliśmy.
-No, ja sam nie wiem-zaśmiał się.-to było takie nieświadome. Gdy ją pierwszy raz zobaczyłem, to pomyślałem, że może być moja.-Justin spojrzał na mnie, a ja machnęłam ręką.-No i tak jakoś wyszło. Zakochałem się w niej.-przytulił mnie, a ja go odepchnęłam.
-Nie widzisz, że mam muffina w buzi?-powiedziałam z pełną buzią, na co wszyscy zaczęli się śmiać.
-Amber, jak mnie znalazłaś? Skąd wiedziałaś, gdzie jestem?-spytałam, kiedy szliśmy po parku.
-No wiesz. Popytałam trochę osób o nazwisko "Bieber". No i znalazłam. Nie mogłam już bez ciebie wytrzymać, Anabelle. Tyle czasu minęło.
-No wiem, ale ja nie mogłam zostać w domu, sama widziałaś, co się działo.
-Tak, wiem. Ej.-zwróciła się do Jusa.
-No?-odpowiedział, odwracając się w jej stronę.
-Czy to nie będzie brzmiało cudownie?
-Ale co?-zaśmiał się.
-Anabelle Bieber. No nie mówcie, że nie, bo was chyba utopię.-zażartowała, na co zaśmialiśmy się.
-Najcudowniej na świecie-odpowiedział Bieber, po czym mnie pocałował.
-Dobra, dobra. Pomiziajcie się gdzie indziej i nie przy mnie okej?-odparła Amber, uśmiechając się.
-No dobra, dobra.-Jus zrobił minę zbitego psa, na co obie się zaśmiałyśmy.
-Amber, gdzie mieszkasz teraz?-spytałam, gdy byliśmy już prawie pod domem Justina.
-Nigdzie, to znaczy, nie mam gdzie mieszkać, bo myślałam, że jak przyjadę, to wrócisz.
-Nie ma mowy.-odparłam ostro.
-Amber-zaczął Justin.- jeśli chcesz, możesz zamieszkać z nami. Mamy wolną sypialnię.-spojrzałam na Justina z zaskoczeniem. Wolna sypialnia? Są tylko dwie. O boże.
-Naprawdę? O boże, ale ja nie chcę wam przeszkadzać.
-Spokojnie, są one od siebie trochę oddalone. Więc jak, zgodzisz się?-uśmiechnął się do dziewczyny.
-W sumie, to chyba nie mam wyboru, nie będę spać na ulicy-zaśmiała się. Uwielbiałam jej śmiech.
-No to zapraszamy.-otworzyłam drzwi od willi, wskazując Amber ręką, by weszła.
-Wy tu mieszkacie? O boże, ile kosztuje wynajęcie tego?-była podekscytowana.
-Właściwie, to to jest mój dom. Nie wynajmuję go.
-Wow.-szepnęła, wchodząc po schodach i przekraczając próg.
Razem z Justinem pokazaliśmy Amber gdzie co się znajduje. Zostawiliśmy Amber w jej sypialni, po czym poszliśmy do kuchni.
-Jak to jedna wolna? Przecież ja tam spałam. Mam spać z nią?-spytałam szeptem.
-Kochanie, wiem, że to też by ci odpowiadało-uśmiechnął się-ale jesteśmy narzeczeństwem, tak? Chyba to czas, by spać razem.-puścił mi oczko.
-Zboczeńcu!-zaśmiałam się.
Poszliśmy do pokoju Amber.
-Jak ci się podoba, kochana?-spytałam przyjaciółkę patrząc, jak spogląda przez okno. Za mną stał Justin i przytulał mnie od tyłu. Dziewczyna odwróciła się do nas.
-Jest cudownie, dziękuję wam. Nie wiem, co mam zrobić, by wyrazić moją wdzięczność.
-Po prostu nie mów matce Anabelle, gdzie jesteśmy.-zdziwiłam się. Ale to było kochane.
-Nie ma sprawy. Nic nikomu nie powiem.-uśmiechnęła się.-I mam jeszcze mały kłopot.
-Mów.-odparłam.
-Głupio mi o to pytać.
-Amber, jesteśmy przyjaciółkami, a Justin jest już można by powiedzieć częścią mojej rodziny. Mów śmiało. Możesz na nas liczyć.-mówiłam szczerze. Amber zawsze mogła na mnie liczyć, a ja zawsze mogłam liczyć na nią.
-Nie mam żadnych ciuchów. Wiem, że to banalne.
-Wcale nie. Na razie pożyczę ci jakieś swoje, a jutro pojedziemy na zakupy, dobrze?-uśmiechałam się do niej, by podnieść ją na duchu i sprawić, żeby czuła się jak w domu.
-Dziękuję jeszcze raz.
-Nie masz za co.
Wieczorem postanowiliśmy urządzić przyjęcie powitalne dla Amber. Chcieliśmy, by poznała nowych ludzi i nie czuła się w nowym miejscu jak odludek. Justin zaprosił swoich znajomych, którzy wchodzili do domu jak do siebie. Skoro to są jego przyjaciele i ich dobrze zna, niech się rządzą. Wszyscy wchodzili jak do siebie, rządzili się i bawili. Skłamię, mówiąc, że nie było alkoholu i dragów. Alkoholu było tak dużo, że lał się dosłownie po podłodze, a jointy paliło tyle osób, że pod sufitem było szaro. Skłamię również, mówiąc, że ktoś nie był pijany. Każdy chwiał się i śmiał cały czas. Muzyka była taka głośna, że nie było słychać własnych pijanych myśli. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Amber poszła otworzyć. W drzwiach stał dość wysoki brunet z tatuażami na prawej ręce, ubrany w białą koszulkę i szare spodnie. Na nogach miał czarne buty.
-Witamy na mojej imprezie powitalnej-powiedziała Amber.-Jestem Amber, a ty?
-Igor.-brunet uśmiechnął się do niej, po czym wszedł do środka. Olałam to, że Igor był na imprezie. Byłam tak pijana, że wszystko było mi jedno.
Później usiedliśmy w dużym salonie. Ja, Amber, Justin no i oczywiście Igor. Chłopak też już był pijany i widać było, że palił.
-Anabelle-zaczął Igor. Odwróciłam się w jego stronę, słuchając.-słuchaj. Przepraszam za to w parku. No ja nie chciałem.
-Spoko-zaśmiałam się. Justin mocno mnie przytulał, siedziałam na jego kolanach. Naprzeciw mnie siedział Igor, więc nie było problemu z nawiązaniem kontaktu wzrokowego. Kiedy patrzyłam w te jego karmelowe oczy, wszystko mi się przypominało.
-Anabelle-powiedział Justin, po czym ja spojrzałam mu prosto w oczy.-kim jest dla ciebie Igor?-chłopak siedział naprzeciwko mnie, uśmiechając się. Nie było już odwrotu.
-Igor był moim chłopakiem. Myślałam, że go kocham. On kochał mnie chyba naprawdę. Kiedy go rzuciłam, kazał mi się nie pokazywać i wyzywał mnie. To przez niego zostałam prostytutką.-spuściłam głowę, na co Justin od razu mnie przytulił. Z moich oczu wypłynęły słone łzy.
-Dlaczego płaczesz?-spytał Igor.
-Bo nie mogę o tobie zapomnieć.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mamy trzynasty! Mam nadzieję, że Wam się podobał:)
dziękuję z całego serca za prawie 1100 wyświetleń! Kocham Was!❤
8 komentarzy ➡ next
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Rozdział dwunasty
Wszystko było takie idealne. Takie jakby nierealne. Patrzyłam na Justina szeroko otwartymi oczami, z których co chwile wypływały słone łzy szczęścia.
-Anabelle Forbes-zaczął chłopak otwierając pudełko. Jego oczy lśniły - Czy zechcesz zostać moją żoną?-To było jak w bajce. Nie, było lepiej.
-Tak.-wydukałam przez łzy. Justin założył mi na palec najpiękniejszy pierścionek, jaki w życiu widziałam. Był to srebrny pierścionek z dużym świecącym białem kamieniem na środku.-Brylant?- spojrzałam na niego.
-Nie, haha-zaśmiał sie- jesteś warta wszystkiego, najdroższej rzeczy. To diament. -zatkało mnie. Przecież on mógł kosztować miliony.
-Piękny. Najpiękniejszy. Dziękuje.-powiedziałam szybko, po czym Jus mnie mocno przytulił. Czułam zapach jego perfum i czułam bicie jego serca. Jego dotyk był tak uzależniający.
-To ja dziękuje-odparł.- Nie byłem pewny, czy sie zgodzisz. Kocham cie nad życie. Oddałbym ci wszytko, byle byś była szczęśliwa. Zrobiłbym wszystko, byś była moją żoną. Ale gdybyś sie nie zgodziła-westchnął-pogodziłbym sie z tym.-w tym momencie wpiłam sie w jego słodkie usta. Kochałam go nad życie. Nie mogłam bez niego żyć.
-Kocham cie- spojrzałam w jego czekoladowe oczy, które były przepełnione szczęściem.-i zawsze będe cie kochać.-odparłam szczerze.
-Anabelle.
-Tak?
-Kocham cie nad życie. Chce być z tobą. Chce mieć z tobą dzieci. Chce sie z tobą zestarzeć, a potem leżeć w grobie obok ciebie. Zawsze będe cie kochał. Cokolwiek kiedykolwiek zrobie, pamiętaj, że cie kocham.-z mojego oka wypłynęła łza, ns co chłopak od razu zareagował, ścierając ją. Cholera, dlaczego on musi być tak idealny?
Po dwóch godzinach przytulania, rozmawiania i oglądania telewizji, poszliśmy spać. Śniło mi sie, że stoje przed lustrem w sukni ślubnej. Ostatnie przygotowania, a potem ślub. Nie w kościele. Na plaży w Miami. A potem biegaliśmy po plaży. Wesele było cudowne. A potem... kochaliśmy sie. To był najpiękniejszy sen w moim życiu.
Około godziny dziesiątej, gdy otworzyłam oczy, od razu odwróciłam sie. Justin leżał obok mnie. Spał. Nie chcąc go budzić, wstałam po cichu i poszłam do łazienki, by wziąć ciepły prysznic. Kiedy wybierałam ciuchy, zorientowałam sie, że wciąż mam pierścionek na palcu. Był taki piękny. Mienił sie wszystkimi kolorami. Zdjęłam biżuterie i położyłam na szafce, po czym wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. Po prysznicu poszłam do kuchni, by zrobić sobie kawe. Justin już nie spał. Stał w kuchni i robił śniadanie.
-Dzień dobry kochanie-powiedziałam uśmiechając sie.
-Dzień dobry narzeczono-uśmiechnął sie, przyciągając mnie do siebie i całując.
-Chcesz kawe?-spytałam nalewając wody do czajnika.
-Poprosze kochanie.
Po śniadaniu, czyli po jajkach na bekonie, postanowiliśmy sie z Justinem przejść. Ubrałam swoje czarne szpilki, które idealnie pasowały do mojej czerwonej sukienki przed kolana, którą miałam na sobie. No i, oczywiście, założyłam łańcuszek i pierścionek.
Szliśmy aleją po parku. Rozmawialiśmy o naszej przyszłości, która miała być taka idealna.
-Kocham cie-odparł Justin.
-Ja ciebie też-odpowiedziałam. Pocałowałam mojego przyszłego męża, po czym usłyszałam za nami jakiś głos.
-Ty pieprzona suko. Ty dziwko.-mówił chłopak. Odwróciłam sie, co zrobił też po chwili Justin.
-Coś ty powiedział do niej?- Jus był nieźle wkurzony.
-Zostaw go.-uspokoiłam go. Posłuchał.
Spojrzałam na chłopaka, po czym moje serce zaczęło być o wiele szybciej. O boże. Nie. Błagam. To nie może być prawda.
-Igor?
-----------------------------------------
Mamy dwunasty:) przepraszam, że taki krótki. od razu przepraszam Was z całego serca za opóźnienie, które nie było spowodowane moim lenistwem;)
Mam nadzieje, że Wam sie podoba. No i dziękuje za 1000 wyświetleń! Jesteście cudowni, kocham Was! ❤
8 komentarzy ➡ next
piątek, 23 stycznia 2015
Rozdział jedenasty
Perspektywa Justina
Wszedłem do łazienki, ale nie wiedziałem, jaki miałem na dobrą sprawe w tym cel. Chciałem ją poczuć. Poczuć chłód jej mokrego ciała, które w każdym calu było idealne. Ona była idealna. Cała.
Po kąpieli poszliśmy do łóżka. Anabelle była zmęczona, było to widać. Współczułem jej. Z chęcią oddałbym jej całą moją energie. Zrobiłbym wszystko, by była szczęśliwa. Położyliśmy sie. Moja dziewczyna zasnęła niemalże po pięciu minutach. Wyglądała tak słodko, gdy spała. Kochałem ją. Niewyobrażalnie mocno. Oddałbym za nią swoje cholerne życie. Leżałem i myślałem. Zasnąłem, gotów wstać i ruszyć do działania.
***
Obudziłam sie, gdy było już jasno. Obróciłam sie, zarzucając ręke na... poduszki. Justina nie było. Natychmiast podniosłam sie i sięgnęłam po swój telefon. Wybrałam numer chłopaka, przecierając oczy. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci... Nie odbierał. Cholera, pomyślałam. Co sie stało? On zawsze ode mnie odbiera. A co, jeśli jest z jakąś dziewczyną? Zrobie mu taką awanture, że zapamięta ją do końca życia. Ale... ja nie potrafiłam. Nie umiałam sie na niego po prostu wydrzeć. Za mocno go kochałam. Chyba.
Korzystając z nieobecności chłopaka, zaczęłam przeszukiwać jego szafki. Z nudów. Ciuchy, ciuchy, ciuchy. Ale zaraz. Butelka po wódce? Okej, dziwne. Nie będe go ochrzaniać za to, że sobie wypił. Jest dorosły. Szukałam dalej. Znalazłam jeszcze jedną. Nabrałam ochoty na alkohol, więc postanowiłam ją wypić. Poszłam po kieliszek i coś do popicia oraz szklanke. Nalałam wódki do kieliszka i soku grejpfrutowego do szklanki, po czym szybko wypiłam zawartość pierwszego kieliszka, po czym popiłam sokiem. Gorzki smak i procenty sprawiły, że zrobiło mi sie cieplej i jakoś luźniej. Piłam tak jeszcze z siedem kielichów. Byłam ostro nawalona. A była dopiero piętnasta. Justina nie było od trzech godzin jak nie śpie. Zaczęłam sie martwić. Swoimi pijanymi dłońmi wzięłam telefon do ręki. Wybrałam numer chłopaka.
-Halo?-odebrał. Był jakby zmęczony, ale próbował to ukryć.
-Heej-zaśmiałam sie.-Gdzie jesteś?-spytałam ze smutkiem, po czym znów zaczęłam sie śmiać. Głupi alkohol.
-Co ty piłaś, skarbie?-zaśmiał sie, na co ja mu zawtórowałam.
-Spytałam, gdzie jesteś.-powiedziałam śmiertelnie poważnie.
-Skarbie, będe za godzine. Kocham cię.
-Ja ciebie też.-Jus sie rozłączył. Odłożyłam telefon na komode i włączyłam muzyke. Ta godzina minęła okropnie. Czas mi sie dłużył i zastanawiałam sie, co robi Justin.
Położyłam sie na łóżku, zamykając oczy. Alkohol już prawie ze mnie zszedł.
Nagle usłyszałam jak Justin wkłada klucze do zamka.
-Anabelle kochanie-mówił po drugiej stronie drzwi.
-Tak?-odpowiedziałam mu tak samo.
-Możesz iść do kuchni zrobić mi herbate?
-Tak. Nie ma sprawy.-zdziwiły mnie jego słowa, ale poszłam do kuchni i zabrałam sie do robienia herbaty.
-Dziękuje.
Robiłam herbate, kiedy Jus zawołał mnie do pokoju.
-Co sie....-zacięłam sie, wchodząc do pokoju-stało.-dokończyłam. Moje oczy były teraz pewnie wielkie jak orzechy albo coś większego i wypełniły sie momentalnie łzami. Na podłodze stało pełno kwiatów, na łóżku były rozsypane płatki róż. A przede mną...
A przede mną klęczał Justin z małym, czerwonym pudełeczkiem w dłoni. W tle leciała nasza piosenka.
------------------------------------
Mamy jedenasty. Przepraszam za opóźnienie:(
Troche krótki, ale mimo tego mam nadzieje, że Wam sie spodobał:)
Tak więc, ja zaczęłam już ferie, a Wy?
Komentujcie, czy Wam sie podobało:*
Dziękuje wszystkim, którzy czytają mojego bloga✌ oraz chciałabym podziękować Wam za prawie 1000 wyświetleń!
Kocham Was! ❤
7 komentarzy--> next
piątek, 9 stycznia 2015
rozdział dziesiąty
Wpatrywałam sie w ekran z niedowierzaniem.
-Halo?-powiedziałam niezbyt miłym tonem.
-Anabelle.-płakała. Czemu wszyscy dookoła mnie muszą płakać do cholery? Byłam serio zła.-Gdzie ty jesteś?
-Nie powinno cie to interesować.-odparłam ostro rozłączając sie. Justin patrzył na mnie ze zdziwieniem.
-No co?-spytałam.
-Anabelle, nie powinnaś była tak do niej mówić. Chcąc nie chcąc, to twoja matka.-próbował mnie uspokoić.
-Justin-zaczęłam. Nie chciałam rozwijać tematu mojej matki.
-Tak skarbie?-spytał podnosząc głowe.
-Mówiłeś, że jesteś...
-Dilerem i co?-odparł szybko.
-Masz coś?-spytałam.
-Co?-był zdziwiony. Bardzo.
-Masz coś?-powtórzyłam.
-Mam.
- Co?
-Zioło.
-Dużo?
-Dużo.-uśmiechnął sie.
-Daj mi.
-Słucham?- nie mógł chyba uwierzyć w to co mówie.
-No daj.
-Dobra. Ale jak powiem stop to stop okey?
-Okey okey.
Chłopak podszedł do swoich spodni, wyjmując z kieszeni małą folijke z czymś zielonym w środku, paczke papierosów, lufke i zapalniczke. Dopiero teraz zorientowałam sie, że stoje tu w samych majtkach. Zapięłam stanik, po czym poszłam do Justina. Chłopak siedział na kocu. Wyciągnął z paczki jednego papierosa, skruszył troche i pomieszał zioło z tytoniem.
-Majeranek?- śmiałam sie.
-Niee-również sie zaśmiał.-czyste. Pomieszamy z tytoniem. - przytaknęłam tylko głową, po czym uważnie przyglądałam sie Justinowi. Chłopak nabił na lufe troche tej mieszanki i zaczął podpalać.
-Palimy po trzy. Jak ci dam, to bierz mocne dymy no i najważniejsze to żebyś sie zaciągała. Trzymaj dym w płucach, dopóki ja nie wezme trzech dymów. Okey?
-Okey.-przytaknęłam. Chłopak wziął trzy dymy, po czym wręczył mi lufe. Zrobiłam to, co powiedział Justin. Powoli wypuściłam dym z płuc. Było mi teraz tak dobrze, tak lekko. Patrzyłam przed siebie. Zauważyłam jakieś dwie strzałki przede mną. Chyba narkotyk zaczął działać. Na jednej było napisane "śmiech", a na drugiej "płacz". -Mam sie śmiać czy płakać?-spytałam Justina.
-Śmiać.-uśmiechnął sie, po czym wkręciłam sobie coś i zaczęłam sie śmiać. Nie mogłam przestać.-Anabelle.-Justin podszedł do mnie tak blisko, że prawie dotykaliśmy sie nosami. Moje serce zaczęło przyśpieszać. Spojrzałam na niego. Miał czerwone oczy. Ale wciąż idealne.
-Tak?-spytałam. W tym momencie Jus podał mi lufke. Zrobiłam to samo co poprzednio czując, jak powoli odpływam.-Dziękuje.-powiedziałam cicho, wtulając sie swoim nagim ciałem w jego gołą klatke piersiową. W tym momencie usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
-Kurwa!-Justin krzyknął. Uciszyłam go delikatnym pocałunkiem, po czym podeszłam do telefonu. Matka.Nacisnęłam czerwoną słuchawke i wyciszyłam telefon. Podeszłam do Justina.
-Spokojnie. Już nie będą nam przeszkadzać.-puściłam mu oczko i go przytuliłam. Usłyszałam ciche "kontynuujemy?" po czym spojrzałam na niego.-Serio?-spytałam z grymasem na twarzy. Zrobił mine zbitego psa. Stanęłam na palcach, aby dosięgnąć do jego ucha, po czym szepnęłam-to chodź.
Mało pamiętałam co zdarzyło sie później. Pamiętałam jednak jak we mnie wszedł.
-O kurwa-krzyknęłam.
-Co sie dzieje skarbie?-Jus od razu zareagował.
-Nic, nic. O mój boże-jęczałam. Tu urwał mi sie film.
***
Obudziłam sie na kocu obok Justina. Wyglądał tak słodko jak spał. Był taki niewinny, taki anioł. Kto by pomyślał, że jest dilerem? Głowa mi pękała. Chciałam wstać, ale gdy tylko sie poruszyłam, Jus zaczął sie rozbudzać. Wróciłam na swoje poprzednie miejsce i patrzałam na niego. W tym momencie dopadło mnie ogromne pragnienie. Musiałam iść sie napić. Poruszyłam sie delikatnie. Spał. Nie ruszył sie. Po cichu wstałam, zakładając przy tym bielizne, której oczywiście nie miałam na sobie. Podeszłam do butelki z winem. Wzięłam kieliszek i nalałam sobie wina. Brzdęk szkła sprawił, że Jus zaczął sie przebudzać. Kiedy nie zobaczył mnie na kocu, od razu wstał. Nie chciał bym odeszła. Ale ja... ja tak robiłam. Nie zrobie mu tego. Nigdy.
-Tak rano, a ty już pijesz-uśmiechnął sie przecierając oczy i ziewając.
-Pić mi sie chciało.-uśmiechnęłam sie.
-Jak było wczoraj?-spytał puszczając mi oczko i przeciągając sie.
-Raczej dzisiaj haha.
-Oj cicho.-zaśmiał sie.
-Cudownie.-nie chciałam mu mówić, że nie wszystko pamiętam. Chłopak uśmiechnął sie do mnie wstając. Podszedł do mnie całując w policzek.
-Dzień dobry księżniczko.
-Dzień dobry skarbie.-po moich słowach mocno mnie przytulił. Było mi dobrze. Cudownie.
Justin ubrał sie razem ze mną i ruszyliśmy w strone domu Jusa. Śmieliśmy sie i gadaliśmy.
-Chodź na skróty-odparł Justin.
-No skróty. Pewnie 100 razy dłuższa droga od tej.-zaśmiałam sie.
-Nie. Tylko 99 razy.
Kiedy doszliśmy do domu, od razu poszłam pod prysznic. Nie zauważyłam kiedy Justin wszedł do łazienki i do kabiny.
-Eej.-udawałam zdenerwowaną.
-No co? Chce wziąć prysznic.
-Ja też.
-No to kąpiemy sie razem.-powiedział Jus bez żadnych emocji w głosie i odwrócił sie do mnie plecami. Byłam zaskoczona. Chciało mi sie śmiać. Jus odwrócił sie do mnie twarzą.
-Kocham cie Anabelle.-i mnie pocałował.
-Ja ciebie też Justinie.-odpowiedziałam. Jeśli to jest miłość, to musze przyznać, że to najlepsze uczucie na świecie.
Perspektywa Justina
Anabelle to dziewczyna, którą naprawde kocham. Wczorajsza noc to było coś idealnego. To było miliony razy lepsze od tego, co robiłem z tymi z klubów.
Patrzyłem na nią kiedy spała. Wyglądała jak anioł. Chce dać jej cudowne życie. Chce, żeby poczuła, czym jest miłość.
Chce z nią wyjechać. Wyjedziemy. Za wszelką cene. A wtedy Anabelle będzie na zawsze moja.
-----------------------------------------
mamy dziesiąty:) przepraszam że tak późno, ale musiałam pisać ten rozdział drugi raz z powodu mojego telefonu;/
mam nadzieje, że Wam sie podoba.
przepraszam również za godzine. pewnie większość z was już śpi ;D
chciałabym bardzo podziękować wszystkim, którzy czytają bloga i komentują <3 mamy już ponad 700 wyświetleń. nie ma takich słów, których mogłabym użyć, by okazać Wam wdzięczność. kocham was <3
7komentarzy--> next
wtorek, 6 stycznia 2015
rozdział dziewiąty
Stałam tak dobrą minute zastanawiając sie, co właściwie powiedziałam.
-Justin, ja...-zaczęłam niepewnie, wpatrując sie w szatyna. On jednak chyba nie chciał tego słuchać. Podszedł do mnie szybko i wpił sie w moje usta. Teraz to był namiętny pocałunek. Czułam jego wargi na swoich i nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie sie dzieje.
-Wiem.-odparł w przerwie między pocałunkami. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam sie tą chwilą. Ten cudowny moment przerwał dzwonek do drzwi. Odsunęliśmy sie od siebie z Justinem patrząc sobie prosto w oczy. Chłopak uśmiechnął sie bardzo szeroko i tak niesamowicie słodko.
-Otworze-odparł, po czym pocałował mnie w czoło i poszedł otworzyć drzwi.
-Pięćdziesiąt złotych.-usłyszałam.
-Bez reszty.-odparł Justin, zamykając drzwi.-Kochanie! Pizza przyszła!
-Ojej. Dziękuje.-pocałowałam go w usta. Pragnęłam go. Bardzo.
-Nie ma sprawy księżniczko.-oparłam głowe na jego ramieniu. Poczułam, jak sie uśmiecha.
Zjedliśmy pizze rozmawiając i śmiejąc sie. Jeśli to jest sen, to prosze, nie budźcie mnie.
-Na co masz teraz ochote?-spytał chłopak.
-Może jakiś spacer?-zaproponowałam.
-A może klub?-uśmiechnął sie.
-Jaki klub?-spytałam.
-Seven.-odparł. O mój boże,pomyślałam. Pod tym klubem sie poznaliśmy.
-Eem. A może spacer? Justin, prosze. Nie mam ochoty na głośną muzyke. Chciałabym troche ciszy i spokoju. Ciągle sie coś dzieje, a ja bym chciała sie odprężyć.
-Nie ma sprawy.-powiedział bez nutki żalu w głosie. Uśmiechnęłam sie i przytuliłam mocno do jego klatki piersiowej. Kochałam jego perfumy.
-Justin, gdzie my dokładnie idziemy?-spytałam, idąc obok chłopaka i patrząc pod nogi.
-Zobaczysz. Nie martw sie.-uśmiechnął sie.
-Justin, cholera. Idziemy od dobrej godziny, a ty wciąż powtarzasz, że mam sie nie martwić i że zobacze.-zaśmiałam sie.
-Już niedaleko.
-To też słyszałam.-odparłam śmiejąc sie.-Justin. Nogi mnie bolą.
-Weź ten koszyk.
-Co? Skąd ty go masz?
-Nie zauważyłaś pewnie, jak go brałem z domu, kochanie. Możesz go wziąć?
-Pewnie.-odparłam krótko, zabierając koszyk z ręki Justina. Chłopak natomiast... wziął mnie na ręce i niósł aż do końca naszej drogi.
-Jesteś nienormalny.-zaśmiałam sie, gdy mnie niósł jak panne młodą i co jakiś czas łaskotał mnie nosem po moim policzku.
-Wiem.-śmiał sie razem ze mną.
Po około pięciu minutach dotarliśmy na miejsce. Księżyc oświetlał to miejsce. Boże jak już późno. Chłopak postawił mnie na ziemi. Gdzie byliśmy? Hmm. Ciężko powiedzieć. Za nami był las, a przed nami... jezioro. Księżyc odbijał sie w wodzie. Tu było tak cudownie i romantycznie. Podeszłam do wody chcąc poczuć sie tak, jak kiedyś kiedy byłam mała i jeździłam z rodzicami nad jeziora.
-Nie wpadnij-powiedział Justin, cicho sie śmiejąc.
-Mhm.-odparłam, nie odwracając sie. Zamknęłam oczy.
-Skarbie.-to był szept. Ledwie go usłyszałam z powodu plusku wody. Natychmiast się odwróciłam. Doznałam szoku. Kawałek przede mną, tam, gdzie wcześniej stałam, był rozłożony koc. Na kocu stały świeczki. Obok nich stał schłodzone wysokoprocentowe białe wino i dwa kieliszki. Podeszłam bliżej.
-O boże.-szepnęłam. W moich oczach zebrały sie łzy.
-Podoba ci sie?-szepnął mój chłopak, całując mnie w policzek.
-Bardzo to za mało powiedziane.
-Chciałem, żebyś miała cudowny wieczór. Dużo sie ostatnio wydarzyło.-szepnął mi do ucha, a ja poczułam ciarki na całym ciele. Jego głos był teraz tak namiętny, taki przepełniony miłością.
-Dziękuje.-odparłam cicho. W tym momencie Justin wręczył mi róże. Bordową jak krew.-Dziękuje.-powtórzyłam ciszej, uśmiechając sie i wąchając kwiat.
-To ja dziękuje.
-Za co?-odparłam zdziwona.
-Że akceptujesz mnie takiego, jakim jestem. Usiądźmy.-od razu usiadłam kładąc obok siebie cudowną róże o zapachu tak słodkim jak zapach wanilii.
Justin nalał mi pół kieliszka wina, po czym zrobił to samo sobie. Wzięłam łyka. Smakowało mi. Naprawde.
-Pyszne.-odparłam.
-Bardzo sie ciesze-jego uśmiech był tak... idealny. Tak cudowny. Przysunęłam sie bliżej niego, bo siedzieliśmy naprzeciw siebie. Nawet taka odległość była za duża. Wzięłam kolejnego łyka, po czym spojrzałam na Justina. Siedział w spokoju i przyglądał mi sie. Czułam, że zaraz sie zarumienie, więc zakryłam twarz włosami.
-Lubie jak sie rumienisz.-odparł słodko. Poczułam sie jak księżniczka. Nie wiem dlaczego, ale tak sie przez moment poczułam.
Wzięłam kolejnego łyka napoju, po czym oparłam głowe na ramieniu Justina. Poczułam, jak jego serce przyspiesza. Powoli zamykałam oczy i powoli je otwierałam.
Po wypiciu całego kieliszka było mi dobrze. Nie byłam pijana. Byłam zrelaksowana. Podniosłam głowe, by spojrzeć na Justina. Wyglądał jak anioł. Mój anioł.
Nie wiem dlaczego, ale kiedy na niego spojrzałam drugi raz, włączyło mi sie jakieś dziwne uczucie. Co to było? Pożądanie. Pragnęłam go teraz bardziej niż kiedykolwiek. Podniosłam jego podbródek.
-Kocham cie-powiedziałam patrząc mu prosto w oczy.
-Ja ciebie też.-usłyszałam po chwili, po czym pocałowałam go. To było tylko muśnięcie warg. Na początku. Potem, kiedy odsuwałam swoją twarz od jego twarzy, on wpił sie w moje usta tak namiętnie jak nigdy dotąd. Później do pocałunków w usta, Justin dorzucił jeszcze pocałunki w szyje, które sprawiały, że wymiękłam. Chłopak wciąż całując moją szyje, podniósł moją koszulke. Podobało mi sie to. Bardzo. Kiedy już pozbył sie zbędnego ubrania, zaczął całować mój brzuch. Nie, teraz wymiękłam. Justin, podnosząc sie, zdjął swoją koszulke eksponując przy tym swoje mięśnie i tatuaże. Oszalałam. W momencie, gdy chłopak chwycił moją twarz w dłonie, podniosłam sie, całując go namiętnie. Położyłam sie na nim wciąż go całując. Justin majstrował przy moim zapięciu od stanika. Kiedy już mu sie to udało, uśmiechnął sie do mnie. Skupiłam sie teraz nie na wargach, a na pasku od spodni. Delikatnie go całując, odpinałam pasek. Zsunęłam jego spodnie, po czym on położył sie na mnie. Teraz to on odpinał moje jeansy. Byłam tak cholernie... podniecona? Tak sie to mówi?
Justin zdjął moje spodnie. Jego pocałunki nie ustępowały. Jego usta były takie idealne. Czułam sie taka... zdrowa. Nie myślałam o tym, że jestem śmiertelnie chora i nie zostało mi wiele czasu.
W momencie, gdy Justin miał zdjąć mi majtki, usłyszeliśmy głośny dźwięk mojego telefonu.
-Kurwa!-zaklęłam. Wyjęłam z moich spodni telefon. Na ekranie widniało jedno słowo "mama".
---------------------------------------
mamy dziewiąty;) troche inny niż wszystkie, ale mimo tego mam nadzieje, że sie podoba:)) mam nadzieje, że nie usuną mi bloga ze względu na temat tego rozdziału ;D
wybaczcie, że dodaje go tak późno, ale nie miałam czasu. chciałam jeszcze poinformować, że rozdziały mogą nie być wstawiane systematycznie, gdyż jest szkoła :c
piszcie swoje opinie na temat tego rozdziału w komentarzach. jak myślicie, co będzie dalej?
dziękuje wszystkim, którzy czytają mojego bloga. <3
jesteście najlepsi!
mamy już ponad 500 wyświetleń!<3 nie wiem jak mam wam dziękować:*
7 komentarzy ---> next
niedziela, 4 stycznia 2015
rozdział ósmy
Budząc sie, usłyszałam głos Justina.
-Jest pan pewien?-szlochał.
-Tak wynika z badań.-to był doktor.
-A może ktoś sie pomylił i wcale Anabelle nie jest chora?-wciąż miał nadzieje.
-To niemożliwe. Przykro mi.-usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Powoli otworzyłam oczy. Zobaczyłam go siedzącego przy łóżku ze spuszczoną głową, a na jego jeansy spadały słone łzy.
-Justin?-szepnęłam.
-Tak, kochanie?-spojrzał na mnie. Jego twarz była mokra, oczy podpuchnięte od płaczu, a ręce drżały.
-Nie martw sie o mnie.-odparłam krótko, na co on parsknął śmiechem.
-Jak mam sie nie martwić? Wszystko sie wali. Dziewczyna, którą kocham nie chce mnie, i na dodatek umiera.-wybuchnął głośnym płaczem. Usiadłam na łóżku i mocno go przytuliłam.
-Ej-szepnęłam-nie mówiłam nic, że cie nie chce. A po drugie, żyje. Widzisz? Jestem tu. Przy tobie.
-Anabelle.-starał sie uspokoić. Złapałam go za ręke, po czym pewnie od razu poczuł sie lepiej.
-Cii, wiem.-dotknęłam jego twarzy. Spojrzałam mu w oczy i pomyślałam, jak głupia byłam, że sie nie zgodziłam od razu. Ale... co miała na myśli Amber? Nie będe go teraz pytać o to. Jest zbyt załamany.
-Anabelle. Nie wiesz.-byłam zaskoczona. Może nie było tego po mnie widać, to pewnie było spowodowane smutkiem, którego nie potrafiłam ukryć.
-Ale jak to?
-Nie wiesz wszystkiego o mnie-westchnął.-Nie wiesz, że jestem...-zaciął sie.
-Że jesteś...?
-Dilerem.-okej, to mnie zaskoczyło-Każdą, którą miałem, traktowałem jak zabawke. Bo nic do nich nie czułem. Ale Anabelle. Tobie tego nie zrobie. Przysięgam.
-Justin, ja...
-Wiem, że możesz mnie teraz nienawidzić za to, co robiłem, ale zrozum mnie. Nie jestem takim złym człowiekiem.-nie wiedziałam, co powiedzieć.-Dasz mi kolejną szanse?-jego głos drżał.
-Ja...-nie mogłam mu tego zrobić. Nie teraz.
-Prosze.-zaczął płakać.
-Ech-westchnęłam-tak.
Jego oczy zabłyszczały, a ja poczułam, jak sie uspokaja. Przytulił mnie mocno, a ja poczułam gilgotanie w brzuchu. Znowu? Co to może być? Zawsze tak sie dzieje, gdy on jest przy mnie. Obsesja? A może... miłość? Ja zakochana? Niemożliwe. Ktoś taki jak ja nie potrafi kochać. Jestem zabawką. Dużo chłopców sie mną bawiło.
-Dzień dobry, panno Forbes.-do pokoju wszedł lekarz.-Jak sie pani czuje?
-Dzień dobry, panie doktorze-uśmiechnęłam sie.-Bardzo dobrze.
-Właśnie widze-uśmiechnął sie do nas, a raczej do Justina. Chłopak wciąż był smutny.-Wypisujemy panią dzisiaj.
-Jak to?-zdziwił sie Justin.
-Stan Anabelle jest stabilny, można by powiedzieć, że nawet dobry.-Justin uśmiechnął sie do doktora.
-Dziękujemy.
Lekarz wyszedł. Wstałam z łóżka. Hmm, nie mogłam. Kroplówki. Nacisnęłam dzwonek alarmowy. Chwile później w pokoju pojawiła sie zdyszana pielęgniarka.
-Co sie stało?-spytała szybko.
-Mogłaby pani odczepić to ode mnie ?-powiedziałam, wskazując na kroplówki.
-Ach, naturalnie.
Pielęgniarka szybko i precyzyjnie wyjęła igły z mojej ręki, przy okazji uwalniając mnie. Mogłam wyjść ze szpitala.
W domu Justin zaproponował mi posiłek. Nie byłam głodna, ale miałam ochote na pizze.
-Zjadłabym pizze.
-Nie ma sprawy, kochanie.-pocałował mnie w policzek, wybierając numer w telefonie. Kiedy on zamawiał jedzenie, miałam chwile, by zadzwonić do Amber.
-Heej, Amber.-powiedziałam uśmiechając sie.
-Anabelle. Gdzieś ty?
-U Justina. Jest moim chłopakiem.-odparłam bez żadnych emocji.
-Co?!-wykrzyknęła.
-Cicho. -uciszyłam ją.
-Z salami czy szynką?!-Justin krzyczał z drugiego pokoju.
-Z szynką!-odkrzyknęłam.
-Co sie dzieje?-spytała Amber.
-Jus zamawia pizze. No właśnie. Co chciałaś mi powiedzieć o Justinie? Że jest dilerem i że bawił sie każdą dziewczyną i że żadnej nie kochał?
-Ee-Amber była wyraźnie zaskoczona.-Skąd to wiesz?
-Powiedział mi to.
-Anabelle. Dlaczego z nim jesteś?-powiedziała już spokojnie.
-Bo go kocham.
Nacisnęłam czerwoną słuchawke, odwracając sie. W drzwiach stał Justin opierając sie o futryne. Ręce miał założone na piersiach. Z jego oka wypłynęła jedna łza.
--------------------------------------
z dedykacją dla Paulusi. zdrowiej mała!♡
Mamy ósmy:) mam nadzieje, że sie podoba:) jak myślicie, co stanie sie dalej? Czy Anabelle zaakceptuje to, czym zajmuje sie Justin i czy napewno będą oni mieć wspaniałe życie?
czekam na wasze opinie w komentarzach.
6komentarzy⇨ next
sobota, 3 stycznia 2015
rozdział siódmy
Obudziłam się w szpitalu. Byłam bardzo słaba. Nie wiedziałam, co właściwie się stało. Mało pamiętałam. Ściany były białe i wszystko dokoła było w takim samym kolorze, co sprawiało, że czułam się jeszcze gorzej. Odwróciłam głowę w stronę drzwi. Byłam zaskoczona. Obok mnie, na krześle siedział Justin i... płakał. Moje serce ścisnęło się niewyobrażalnie mocno. Nie lubiłam patrzeć, gdy płakał, zwłaszcza z mojego powodu. A może faktycznie mu na mnie zależy? A może naprawdę coś do mnie czuje? Byłam śpiąca, ale pomimo tego, nie chciałam zasnąć. Chciałam na niego patrzeć. Co prawda, nie chciałam widzieć jego łez, ale uwielbiałam patrzeć na niego. Po prostu na niego. Zawsze był taki idealny. Poruszyłam lekko ręką, na co Justin od razu podniósł głowę i złapał mnie za rękę.
-Anabelle.-mówił przez łzy-Jezu dziękuję. Myślałem, że się nie obudzisz.-wybuchł głośnym płaczem.
-Nie płacz-potrzebowałam naprawdę dużo energii, aby powiedzieć te dwa słowa. Mimo, że nie czułam się na siłach, rozmawiałam z nim.
-Anabelle. Przepraszam. Ja naprawdę cię kocham i nie mogłem się pogodzić z tym, że nie chcesz ze mną być. To uderzyło w samo serce.-po jego policzku spłynęła łza.
-Nic się nie stało, Justin. To moja wina.
-Nic nie jest twoją winą-rzucił szybko, nie pozwalając mi oskarżać samej siebie.
-Justin, ale ja...-spojrzałam na swoją rękę. Miałam podłączoną kroplówkę, a w miejscu, gdzie było rozcięcie, były szwy. Zszywali mnie. O boże.
-Ciiii.-szepnął.
-Jak się tu znalazłam?-spytałam, niczego nie pamiętając tego, co zdarzyło się wcześniej.
-Poszłaś w stronę lasu. Zrozumiałem, że nie chcesz ze mną gadać i pobyć sama, więc za tobą nie szedłem. Wiem, że takie zachowanie mogłoby sugerować, że mi na tobie nie zależy. Ale tak nie jest. Anabelle. Jeszcze nikogo tak w życiu nie kochałem jak ciebie.
-Justin, spytałam jak się jak się tu dostałam.
-Ach, no tak. Przepraszam. Długo nie wracałaś, a robiło się ciemno, więc postanowiłem, że po ciebie pójdę, bo martwiłem się o ciebie jak cholera. I szedłem przez ten las i...-spuścił głowę, a ja zobaczyłam, jak znów zaczyna płakać. Po chwili jednak się uspokoił.-i cię zobaczyłem. Leżałaś na ziemi jak lalka. Nieprzytomna. Myślałem, że cały świat mi się zawalił. Wziąłem cię na ręce i szybko poszedłem z tobą do samochodu i pojechaliśmy do szpitala. Ale Anabelle, ja myślałem, że ty nie żyjesz!
-Ale żyję. Jestem tu. Oddycham, widzisz?-wzięłam jego rękę i położyłam na mojej klatce piersiowej w miejscu, gdzie znajdują się płuca.
-Wiem. I dziękuję Bogu za to, że cię do siebie nie zabrał.-uśmiechnął się, a ja odwzajemniłam ten uśmiech. Teraz, w tych promieniach słonecznych jego twarz wyglądała na bardzo bladą.
-Justin-zaczęłam.-która jest godzina?
-Dziesiąta.-uśmiechnął się.
-O boże. Muszę wracać do domu, powiedziałam Amber, że niedługo będę, a jestem z tobą od dwóch dni!
-Właściwie, to trzech.-uśmiechnął się do mnie blado.
-Daj mi mój telefon, muszę jej wszystko powiedzieć!
-Anabelle. Kiedy masz urodziny?
-Piętnastego lipca.-odparłam krótko.-A co?
-Bo dzisiaj jest piętnastego lipca.
-Co?!-prawie krzyknęłam.
-No to masz prezent.-westchnął.
-Muszę jej wszystko powiedzieć...-szepnęłam.
-Nie sądzę, że powinnaś mówić o tym, że zemdlałaś i że jesteś w szpitalu.
-Ale ja muszę, Justin...
-Anabelle. Proszę. Dla mnie.-nie potrafiłam już go skrzywdzić.-Kochanie-zaczął.-wybaczysz mi?-spojrzał na mnie błagalnie.
-Tak.-powiedziałam, uśmiechając się do niego, aby choć trochę podnieść go na duchu. W tym momencie wszedł lekarz.
-Mam dobrą i złą wiadomość. Od której zacząć?-spytał.
-Od dobrej.-odpowiedziałam szybko.
-Pani stan jest stabilny. Jutro wypisujemy panią ze szpitala.
-A ta zła?-spytał Justin. Lekarz spuścił głowę.
-Ech...-westchnął.
-Proszę mówić.-niepokoił się Justin.
-Jest pani poważnie chora.
-Słucham?!-powiedzieliśmy z Justinem jednocześnie.
-Ale jak to? Co to takiego? Panie doktorze, proszę mi powiedzieć, co to za choroba.
-Jest pani chora na raka. Nie zostało pani dużo czasu. Przykro mi.-lekarz wyszedł, a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. W tym momencie zasnęłam.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
z dedykacją dla Jessiki :)
Mamy siódmy!:D mam nadzieję, że się podobał:)
Jak myślicie, czy Justin i Anabelle będą razem? Czy nasi bohaterowie pogodzą się ze zbliżającą się śmiercią Anabelle?
6 komentarzy- next
czwartek, 1 stycznia 2015
rozdział szósty
-Anabelle.-powiedział cicho z uśmiechem na ustach. Był taki szczęśliwy. Serce mi sie ściskało. Ten naszyjnik był taki piękny. Taki idealny. Jak Justin.
-Justin-zaczęłam niepewnie. Był taki kochany. Nie mogłam mu tego zrobić. Ale musiałam.-ja nie mogę-powiedziałam odpinając naszyjnik z mojej szyi. Jak sie czułam? Okropnie. Odpięłam naszyjnik i wręczyłam go chłopakowi. Wyglądał jak zbity pies.-Przepraszam Justin.-szepnęłam i przytuliłam się do niego. On odepchnął mnie z niesamowitą siłą. Wpadłam na komodę, uderzając ręką o kant, rozcinając ją. Z mojej ręki popłynęła bordowa krew. Nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia.
-Cholera!-krzyczał. Teraz naprawdę krzyczał.-Dlaczego?! Mogę dać ci wszystko, czego sobie zażyczysz! Anabelle, cholera! Puszczasz sie na prawo i lewo, a nie chcesz ze mną być?!-przesadził. Podeszłam do niego i wymierzyłam mu mocny policzek. Żałowałam jak cholera. Jest jedyną osobą, przy której czuje sie bezpieczna. Czułam. Chłopak złapał mnie za nadgarstki sprawiając mi niewyobrażalny ból. Krzyczałam z bólu. Nie mogłam sie uspokoić, bo z każdą sekundą ból narastał. Ściskał coraz mocniej.
-Ju-stin-mówiłam sylabami-to bo-li.-nie puścił. Śmiał mi sie prosto w twarz. Bolało. Fizycznie i psychicznie. W końcu pomimo strachu kopnęłam Justina pomiędzy nogi. Puścił moje ręce skulając sie.
-Ty chora szmato! Ty pieprzona dziwko!-krzyczał, kiedy ja wybiegałam z jego domu. Wyszłam na podwórze i usiadłam jakieś 40metrów od jego domu pod dużym kasztanem. Zaczęłam płakać. Cholera, jak on mógł?!
-Anabelle, jak mogłaś być tak głupia?-mówiłam sama do siebie-Co ty sobie wyobrażałaś?
Siedziałam pod tym drzewem i płakałam jak dziecko. Wyjęłam z kieszeni mój telefon, po czym wybrałam numer Amber.
-Amber?-starałam sie opanować swój głos.
-Anabelle, matko boska! Gdzie ty jesteś?
-Niedaleko. Ale nie martw sie o mnie, Justin sie mną opiekuje.
-Jaki Justin?-była zaskoczona i jednocześnie przerażona.
-Aa, poznałam go pod klubem. Długa historia.
-Nie, nie. Chodzi mi o to, jak ma na nazwisko.-była przerażona, a jej głos drżał.
-Bieber-z trudem jego nazwisko przeszło mi przez gardło.
-Anabelle wracaj natychmiast!-krzyczała.
W tym momencie podszedł do mnie Justin. Od razu sie rozłączyłam i schowałam telefon z powrotem do kieszeni. Bałam sie. Ale co do cholery miała na myśli Amber?
-Anabelle-uśmiechnął sie do mnie słabo. Odwróciłam wzrok. Nie mogłam patrzeć w te piękne oczy, które teraz w słońcu wyglądałyby pewnie na bursztynowe. Chłopak usiadł obok mnie, odsunęłam sie, zakrywając twarz włosami, tym samym zakrywając łzy, które wciąż wypływały z moich oczu.
-Kochanie-zaczął. Szybko mu przerwałam.
-Kochanie? Haha. Zrobiłeś mi krzywde, a teraz nazywasz mnie "kochaniem"? Już nie "szmata" ani "dziwka"?-byłam bardzo zdenerwowana. Nie mogłam przestać płakać.
-To były nerwy. Nie chciałem.-wydawało mi sie, że mówi prawde.
-Haha-parsknęłam śmiechem.-wiem kim jestem, a dzięki tobie mogłam na chwile o tym zapomnieć, traktowałeś mnie jak królową. Nigdy tak sie nie czułam. Ale musiałeś to spieprzyć. Dziękuje bardzo.
-Co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła?-podniósł wzrok. Spojrzałam na niego. Był taki smutny.
-Nic-odparłam oschle-tego nie można wybaczyć. Wstałam i ruszyłam wzdłuż wąskiej ścieżki. Kierowałam sie w strone lasu. Nie potrafiłam pogodzić sie z tym, że go odepchnęłam.
Szłam wolnym krokiem nie oglądając sie za siebie. Omijałam krzaki,które mogłyby pokaleczyć mi nogi. Wystarczy, że krew mi sie leje z ręki. Szłam, co jakiś czas potykając sie o jakieś patyki. Nic nie widziałam. Łzy rozlewały mi obraz.
Szłam tak około piętnastu minut. Nagle obraz przed moimi oczami zaczął robić sie czarny. Zrobiło mi sie słabo. Zemdlałam.
----------------------------------------------------
z dedykacją i podziękowaniem za cudowną grafikę mojej Karolince<3
mamy szósty rozdział. mam nadzieje, że sie podoba:) czekam na Wasze opinie.
chciałabym jeszcze raz bardzo podziękować wszystkim, którzy czytają mojego bloga:)
6komentarzy--> next
aha, i szczęśliwego Nowego Roku Mordki!:*