środa, 31 grudnia 2014

rozdział piąty

Zeszłam na dół na śniadanie, które przygotował Justin. Zrobił tosty, na co bardzo się ucieszyłam. Moja matka kiedyś robiła mi je codziennie na śniadanie. Wchodząc do kuchni, uśmiechnęłam się delikatnie do mojego towarzysza.
-Dziękuję-odparłam krótko, kiedy to on podał mi talerz z jedzeniem i sok pomarańczowy. Nie wiem, skąd wiedział, co lubię najbardziej. 
-Nie ma za co-uśmiechnął się szeroko, po chwili dodając-księżniczko.
Wzięłam talerz z jego rąk i usiadłam przy stoliku, patrząc na Justina. Wciąż się uśmiechał. 
Zjadłam swój posiłek, po czym wstałam i udałam się w stronę zlewu, gdzie miałam zamiar umyć naczynia. Zatrzymał mnie Justin. Stanął przede mną patrząc mi prosto w oczy.
-Ja to zrobię-uśmiechnął się, zabierając naczynia z moich rąk. 
-Dziękuję-zarumieniłam się, zakrywając włosami twarz. 
-Pięknie wyglądasz-puścił mi oczko wstawiając naczynia do zlewu i odkręcając wodę w kranie. Od razu zorientowałam się, że wyglądam co najmniej okropnie. Szybko pobiegłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Okolice moich oczu były całe czarne od rozmazanego tuszu, a moja czerwona szminka była nawet na mojej brodzie. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Wyglądałam jak jakaś panda z czerwonymi ustami i czerwoną brodą. Szybko poprawiłam makijaż i zeszłam na dół, do salonu. Chciałam pooglądać telewizję. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Zrelaksowałam się i skupiłam się na programie telewizyjnym. Nagle od tyłu podszedł mnie Justin, zakrywając mi oczy dłońmi. Odkryłam je i spojrzałam na niego z uśmiechem, na co on odpowiedział mi delikatnym muśnięciem warg. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Chłopak usiadł obok mnie w taki sposób, że musiałam się na nim oprzeć. 
Siedzieliśmy tak dobre pół godziny, po czym Justin wstał i ruszył w stronę swojego pokoju. Nigdy tam nie byłam, więc postanowiłam pójść z nim. Weszliśmy po schodach i skręciliśmy w lewo. Ściany w jego pokoju były zielone, a na podłodze widniały jasne panele. Usiadłam na wygodnym łóżku i przyglądałam się chłopakowi. Justin podszedł do swojej komody i wyjął z pierwszej szafki małe pudełeczko. Byłam zaskoczona. Co on do cholery chce zrobić? Justin odwrócił się, spoglądając na mnie i uśmiechając się.
-Anabelle...-tym słowem zmusił mnie do wstania. 
-Tak?-powiedziałam cicho. Chłopak podszedł do mnie i spuścił na chwilę głowę.
-Moja kochana Anabelle.-zaczął niepewnie-mój aniele. 
-No co?-byłam bardzo ciekawa, co za chwilę się stanie. 
-Chcę ci coś dać.-byłam zaskoczona.
Chłopak stanął przede mną otwierając małe pudełeczko. Moim oczom ukazał się naszyjnik z wisiorkiem A&J, co miało oznaczać "Anabelle&Justin". Rozpłakałam się.
-Ale...-wydukałam przez łzy.
-Anabelle Forbes, czy zechcesz zostać moją dziewczyną?-spytał, wyciągając z pudełeczka naszyjnik i zapinając mi go na szyi.

--------------------------------------------------------------------------------------------
Noo  więc mamy piąty rozdział:) trochę krótki, ale mam nadzieję, że się spodoba:D
Jak myślicie, czy Anabelle zgodzi się zostać partnerką Justina na zawsze?
6 komentarzy-->next

rozdział czwarty

Stałam przed nim oszołomiona. On mnie kochać? Jak można w ogóle pokochać kogoś takiego jak ja? Nie jestem nic warta.
-Ale jak to?-spytałam niemalże szeptem, wciąż wpatrując się w te czekoladowe oczy.
-Ech-westchnął-kiedy zobaczyłem cię tam pod klubem, tak ubraną, pomyślałem na początku "przelecę", ale kiedy podszedłem do ciebie i cię zobaczyłem... nie mogłem uwierzyć, że taka idealna osoba robi coś takiego. Dziewczyno, zasługujesz na szczęście. Pomyślałem też "ona nie jest taka jak one" kiedy siedzieliśmy przy barze.-delikatnie pogłaskał mnie po policzku. On... nie chciał mnie zaliczyć? On chciał... mnie?-Jesteś piękna, Anabelle. Nigdy nie spotkałem takiej osoby jak ty. Jesteś silna, a jednocześnie słaba. Skrzywdzona przez los w tak młodym wieku.- po moim policzku spłynęła pojedyncza łza, na co on od razu zareagował, delikatnie ścierając ją. Po chwili przytulił mnie do swojej klatki piersiowej, a ja czułam się bezpieczna. Czułam się bardziej bezpieczna teraz przy nim, niż przy ojcu, kiedy to matka chciała mnie zabić.
-Ja... nie wiem, co powiedzieć. Justin, ja nie wiem, co to jest...
-Miłość?
-Mhm.-pokręciłam twierdząco głową, po czym ją spuściłam ze wstydem.
-Ej. Nie martw się.-podniósł mój podbródek.-To nic takiego.
Jego słowa w pewnym stopniu podniosły mnie na duchu, przez co przez następne kilka godzin byłam w miarę w humorze.
Spać położyłam się około godziny czwartej nad ranem. Szybko ten czas zleciał. W sumie, przez ten cały czas byłam z Justinem. On jest naprawdę słodki.
https://www.youtube.com/watch?v=vqm2Eije1yA
Obudziłam się około godziny 12 w południe. Byłam dość wyspana, ale w mojej głowie panował totalny chaos. Nie miałam pojęcia gdzie jestem, co tu robię, jak się tu znalazłam. Pamiętam tylko, że byłam w klubie i piłam drinka. O boże, a może on mi coś dosypał i mnie zgwałcił, a teraz chce mnie zabić?! Natychmiast usiadłam na łóżku. Na podłodze leżały moje ciuchy z ostatniej nocy. O boże. Ale chwila... czy ja mam na sobie czyjeś ciuchy? Długa koszulka i krótkie spodenki do spania. Hmm. W tym momencie wszedł Justin.
-Dzień dobry królewno-usiadł obok mnie na łóżku, całując mnie w policzek. Tego było za wiele.
-Co ty do diabła robisz, co?!- niemalże wykrzyknęłam. Chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Anabelle... co się dzieje?-usiadł jeszcze bliżej, tak, że prawie dotykaliśmy się ramionami.
-Przepraszam, ja... ja nic nie pamiętam.-spuściłam głowę.
-Nie martw się. Wszystko było dobrze. Zaprosiłem cię na drinka, a nawet na 6-zaśmiał się-a potem wypiłaś jeszcze mojego. Opowiedziałaś mi trochę o sobie.-to było jak kubeł zimnej wody.
-Co powiedziałam?-zdenerwowana złapałam chłopaka za rękę, chociaż nie wiem, dlaczego to zrobiłam.
-Oj, faktycznie się upiłaś-uśmiechnął się do mnie-powiedziałaś mi, dlaczego to robisz.
-O boże...-plasnęłam dłonią w czoło, nie mogąc w to uwierzyć-naprawdę? Powiedziałam ci o mojej sytuacji rodzinnej?-pytałam z niedowierzaniem.
-Tak. A ja bardzo ci współ... em. Wiesz, chciałem ci dać pół mojej kasy, którą miałem przy sobie,ale ty nie  chciałaś.
-Współczułeś mi?
-Ech-westchnął-tak. I współczuję nadal. Bo jesteś cudowną osobą.
Nie mogłam dłużej tego słuchać.
-Gdzie ja jestem?-spytałam obojętnie. Nie oczekiwałam jednak na odpowiedź, gdyż wszystko zaczęło mi się przypominać. Drink za drinkiem, samochód, dom, "kocham cię", płacz Justina. Nie mogłam w to uwierzyć. To było jak nowy rozdział bajki. Wyszłam na balkon, by się przewietrzyć. Świeże powietrze dobrze mi zrobiło. Otrzeźwiło można by powiedzieć. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w śpiew ptaków. Słońce ogrzewało moją nagą skórę na rękach. Było mi dobrze. O takim domu zawsze marzyłam. Ale nie mogłam go mieć. Nie mogłam. W tej chwili Justin podszedł do mnie, wręczając mi przy tym kubek ciepłego, pachnącego kakao. Podziękowałam kiwnięciem głowy i oparłam się o barierkę od balkonu stawiając kubek na stoliczku. Justin w tym czasie wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę. Patrzyłam na niego oszołomiona.
-Nie wiedziałam, że palisz-mruknęłam.
-Ja też nie-odpowiedział, wkładając jednego papierosa do ust i uśmiechając się do mnie.
-Justin... nie psuj sobie zdrowia.-w tym momencie Justin wyjął z ust szluga, włożył do paczki, a paczkę podpalił i wyrzucił przez balkon krzycząc głośne "żartowałem".-Jesteś nienormalny-zaśmiałam się.
-Taak? Na pewnoo?-uśmiechnął się i zaczął mnie łaskotać, na co ja odpowiadałam głośnym śmiechem.
-Taak! Haha-śmiałam się jak głupia. Czułam się, jakby to był mój dom.
To, co wydarzyło się chwilę potem, było jak grom z jasnego nieba. Justin odwrócił mnie w swoją stronę i pocałował. To nie był namiętny pocałunek tak jak w filmach, ale było to tylko muśnięcie warg. No właśnie "tylko". Ciekawe dla kogo. Dla mnie to było najlepsze przeżycie, jakiego doznałam w życiu. Poczułam się trochę dziwnie. Coś mnie gilgotało w brzuchu, zakręciło mi się w głowie i byłam jakaś lekka. Chyba jestem chora. Powinnam udać się do lekarza.
Perspektywa Justina
Anabelle rano była nieźle zaskoczona i przerażona. Tak się upiła, że nic nie pamiętała. Biedna moja. Próbowałem jakoś odtworzyć jej obraz z poprzedniego wieczora i chyba podziałało, bo później inaczej na mnie patrzyła. A te kakao, to nie wiem, czy ona to lubi. Chciałem po prostu do niej podejść i chciałem zobaczyć jej uśmiech. Pięknie się uśmiecha. A akcja z papierosami, to chciałem ją trochę rozbawić, bo widziałem, że czuła się trochę niepewnie. Chciałem, aby poczuła się jak w domu. W sumie, mogłaby być moją dziewczyną. Okej, ma spieprzoną przeszłość, ale jest cudowną dziewczyną. Dziś w nocy patrzyłem jak spała. Wyglądała jak anioł. Jest moim ideałem. Nie chcę jej stracić, a wręcz przeciwnie, chcę ją zatrzymać. Chcę, by była szczęśliwa, by nie myślała o matce. Jest jedynaczką, z tego, co myślę. Przecież by mi powiedziała. Chyba.
Pocałunek nie był planowany, ale gdy to się stało, poczułem, co to szczęście. Ona jest moim szczęściem. Ona jest moim ideałem. Aniołem, który spadł na ziemię i złamał skrzydło. Dlatego jest taka, a nie inna. Jest kim jest, a ja akceptuję ją taką. Bo to dzięki temu się poznaliśmy. Znamy się bardzo krótko, a ja już nie mogę bez niej żyć. Chcę dla niej jak najlepiej. Chcę, by była szczęśliwa, ze mną.
Chcę, żeby przy mnie była. Chcę choć raz w życiu poczuć, że ktoś mnie kocha.

-----------------------------------------------------------------------------------------------
No to mamy czwarty rozdział:)
Komentujcie, czy wam się podobało.
Jak myślicie, co będzie dalej?:)
I chciałam bardzo podziękować osobom, które to czytają. Dziękuję, że jesteście ze mną!:*
5 komentarzy -next

rozdział trzeci

Spojrzałam na Justina z lekko uchylonymi ustami, nie mogąc uwierzyć w to, co on właśnie powiedział. Co on ma na myśli?
-Chwila, chwila. Co to ma znaczyć?-spytałam nieco roztrzęsiona.
-Twój dom. Twój nowy dom. Posłuchaj. Twoja sytuacja rodzinna jest bardzo, ale to bardzo trudna. Nie chcę, by coś ci się stało.-zaniemówiłam. Czy on właśnie dał mi do zrozumienia, że się o mnie martwi? Nie mogłam wydusić z siebie żadnego najmniejszego słowa.
Justin prowadził mnie przez długi korytarz, a potem weszliśmy po schodach i skręciliśmy w prawo. Drzwi od mojego pokoju były na samym końcu, ale w sumie to dobrze, bo miałam blisko łazienkę, a żeby było lepiej, to pokój Justina znajdował się po drugiej stronie korytarza.
Weszłam do swojego pokoju rozglądając się. Duże łóżko, ładna komoda, spore lustro, telewizor. Ściany były koloru fioletowego, co bardzo mi się spodobało, gdyż był to mój ulubiony kolor. Pomiędzy dwoma oknami znajdowały się szklane drzwi. Wyszłam przez nie. Stojąc na balkonie zastanawiałam się, jak ja w ogóle się tutaj znalazłam. Alkohol musiał już ze mnie schodzić, bo czułam narastający ból głowy. Powoli zaczęłam sobie przypominać: okłamanie mamy, wizyta u Amber, stanie pod nocnym klubem. Jestem dziwką. Dziwką i kłamczuchą. Od razu odpędziłam tę myśl, gdyż wiedziałam, że muszę to robić. W tej chwili od tyłu podszedł mnie Justin, okrywając ciepłą bluzą. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Jest zimno, a ty stoisz tu w samych krótkich spodenkach i jeszcze w bluzce do żeber!-zaśmiał się, a ja zrobiłam to samo. Szczerze mówiąc, nie miałam ochoty się śmiać.
-Dziękuję-powiedziałam miło, ale Justin chyba wyczuł w moim głosie nutę smutku.
-Ej, mała.-szczerze? Wkurzyłam się. Tak się mówi do... do takich jak ja. Zwiesiłam głowę.-Och, nie. Przepraszam. Nie chciałem cię tak nazwać.-podniósł mój podbródek, a jego oczom ukazała się jedna spływająca po moim policzku łza.
-Nic się nie stało-starałam się opanować płacz.-Więc, co chciałeś powiedzieć?
-Żebyś się nie martwiła. Wiem, że to ja wszystko psuję, ale cholera.
-Ej, ej-szybko mu przerwałam-nie mów tak nawet. Nic nie jest twoją winą.-chłopak mocno mnie przytulił. Poczułam jego perfumy i dłonie, które doprowadzały mnie do szaleństwa. Lubiłam go. Bardzo.
-Chodź, położysz się. Dam ci jakieś ciuchy.-powiedział, kiedy odsunęliśmy się od siebie.
-Dobrze.-odparłam bez emocji, ale kiedy chłopak odsunął się ode mnie, zauważyłam, że jego twarz jest... wilgotna. Znów przeze mnie płakał. W tym momencie miałam ochotę się zabić.
Weszliśmy do "mojego" pokoju, po czym ja usiadłam na łóżku przyglądając się szatynowi.
Był załamany. Pewnie obwiniał się, że tak do mnie powiedział. Podeszłam do niego.
-Co się dzieje, Justin?-spojrzałam prosto w jego zapłakane oczy, a moje serce ścisnęło się niewyobrażalnie mocno.
-Nic.
-Wiem, że coś się stało. Możesz mi powiedzieć.
-Anabelle. Nie musisz tego robić.
-Czego?-byłam szczerze zdziwiona.
-Tak pracować. Nie musisz tego robić. Możesz być kimś innym. Zasługujesz na to, by być kimś innym. Zasługujesz na to, by być matką, żoną, babcią. By być kimś.
-Justin... -westchnęłam-to nie jest takie proste.
-Wiem. Ale jeśli się postarasz, to możesz zrobić wszystko.
-Justin ja jestem dziwką. Więc dlaczego miałabym to wszystko rzucić i zacząć nowe, "lepsze" życie?
Justin spuścił głowę, jakby podejmował jakąś decyzję. W tym momencie podniósł mój podbródek, tym samym patrząc mi w oczy.
-Bo cię kocham, Anabelle.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chciałabym podziękować wszystkim, którzy czytają mojego bloga.
5 kom-> next

wtorek, 30 grudnia 2014

rozdział drugi

Usiedliśmy z Justinem przy barze. Chłopak zamówił jakieś drinki o dziwnych nazwach. Czekając na podanie nam napoi mój towarzysz rozpoczął rozmowę.
-Więc, Anabelle. Powiedz mi coś o sobie.-zatkało mnie.  Nie dość, że zabiera mnie na drinka, to jeszcze chce sie czegoś o mnie dowiedzieć. To było słodkie.
-No więc-zaczęłam niepewnie-nie wiem co powiedzieć. Nie wiem, co chcesz o mnie wiedzieć.-spuściłam głowe.
-Wszystko moja droga.-w tym momencie podano nam drinki. Szybko wzięłam łyka, czując narastający we mnie z każdą sekundą stres. Siedzieliśmy bez słowa dopóki nie wypiłam szóstego drinka. Byłam nieźle nawalona.
-Czemu to robisz?-Justin spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-Co robie?-mój głos drżał i nie mogłam opanować smiechu.
-Dlaczego pracujesz jako prostytutka?-ostatnie słowo ledwo wypowiedział, był smutny.
-To dłuuga historia.-machnęłam ręką.
-Mamy czas. Opowiedz mi.-spojrzał mi głęboko w oczy.-proszę.
-No dobra. -wyprostowałam sie-Zaczęło sie od tego, że moja matka nie pracowała. Piła, była alkoholiczką. Nie mięliśmy pieniędzy chociażby na jedzenie.Postanowiłam to zmienić. Wiem, że nie powinnam była tego wybierać, ale nie miałam wyjścia. Potem mój ojciec zmarł w wypadku samochodowym. Odwoził mnie do szkoły. Uderzył w tir, który nagle wyjechał zza rogu. Ja przeżyłam, ojciec jednak nie. Matka od tamtej pory mnie ignoruje, bo uważa, że to była moja wina-po moim policzku spłynęła łza-ja nie chciałam żeby tata umarł. On mnie chronił, kiedy pijana matka nieraz rzucała sie na mnie z nożem. Tylko on mi mówił, że mnie kocha. Matka do teraz mnie nienawidzi. Wiesz jak to jest, kiedy olewa cie osoba, która cie urodziła i która ci została bo innej osoby nie masz? To nie było latwe-początki. Nienawidziłam siebie za to, co robiłam. Ale z czasem sie przyzwyczaiłam i pogodziłam z tym, że musze to robić. Teraz matka pracuje. A ja dzwonie co wieczór do przyjaciółki, by mnie kryła, że ide do niej niby na noc, żeby móc zarobić. Justin, jestem prawie pełnoletnia, a czuję sie już jak szmata. Najgorsze ścierwo jakie żyje.-Chłopak przytulił mnie mocno do siebie, a ja poczułam na swoich włosach wilgoć. Czy on.. płakał? Z mojego powodu?
-Anabelle. Nawet nie wiesz, jak ci współcxuje.-z jego szklanych oczu co chwile wypływały łzy- jak mam ci pomóc? Potrzebujesz pieniędzy?-wciąż szlochał-Powiedz, a ci je dam. Mam pieniądze.
-Nie wątpie. Masz cudowny samochód.
-Anabelle. Chcesz mojego drinka? Stwierdziłem, że nie wypije,bo przecież musze wracać jakoś.-kiwnęłam głową, po czym wypiłam jego drinka.-Anabelle...-odwróciłam twarz w jego strone, aby mógł na mnie spojrzeć.On był taki cudowny. -czy pojechałabyś ze mną?
To było jak kubeł zimnej wody. Pojechać? Ale gdzie? Ja go nie znam. Przez chwile nie mogłam uwierzyć własnym myślom. Przy nim nie czułam sie jak dziwka. Czułam sie cudownie. Wysłuchał mnie. Nie wyśmiał. Współczuł mi.
-Oczywiście.-odparłam bez jakichkolwiek emocji w głosie. On był smutny. Próbował się uśmiechnąć, ale jakoś mu to nie wyszło.
Wyszliśmy z klubu. Justin przytrzymywał mnie, bo troche bardzo sie chwiałam. Wsiedliśmy do samochodu  i ruszyliśmy. Chłopak od czasu do czasu parzał na mnie. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu, kiedy na niego patrzałam.
Justin zatrzymał sie przed dużym domem jednorodzinnym, który wyglądał jak wszystkie inne dokoła. Wysiedliśmy z auta. Próbowałam sie czymś zakryć. Wstydziłam sie że tak przed nim stoje.
-Anabelle, moja droga.
-Tak?-uśmiechnęłam sie, przez co on też sie uśmiechnął.
-To mój dom. Wejdźmy. Jest chłodno.
-Wow-powiedziałam wchodząc przez drzwi wejściowe.
-Podoba ci sie?
-Bardzo.-uśmiechnęłam sie szczerze.
-Więc, Anabelle. Pokaże ci twoją sypialnie.-zamurowało mnie. Moją sypialnie? Że co?
-Ee co?
-Witam w domu kochana.
-------------------------------------------------------------------------------------
2 kom -> next

Rozdział pierwszy

Dzisiejszy dzień minął jak zwykle. Musiałam trochę zarobić, w końcu niedługo urodziny mamy.
Ona nie wie, skąd mam tyle pieniędzy. W ogóle, nic o mnie nie wie. Nikt nic nie wie.
 Wstałam, ubrałam się, zjadłam śniadanie i zrobiłam te wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, żeby mama się nie czepiała, że mam syf w pokoju. Spakowałam w torbę moje ciuchy na przebranie, kosmetyki, jakieś drugie śniadanie na wypadek, gdybym zgłodniała i jakieś 15zł na wszelki wielki. Zbiegłam po schodach krzycząc "Idę do Amber na noc!" usłyszałam z kuchni tylko jakieś mruczenie mamy i krótkie "Bawcie się dobrze". Wyszłam z domu trzaskając drzwiami.
Szłam chodnikiem wzdłuż wąskiej ulicy. Wybrałam numer przyjaciółki.
-Amber?-odezwałam się, kiedy ta odebrała swój telefon.
-Taak.-wyobraziłam sobie, że się uśmiecha. Ona często się uśmiecha.
-Miałabym do ciebie małą prośbę...-trochę było mi głupio prosić ją o to samo czwarty raz z rzędu.
-Niech zgadnę hmm.-udawała, że nad czymś rozmyślała, a tak naprawdę bardzo dobrze wiedziała, o co mi chodzi.
-Czy mogłabyś mnie kryć dziś przed moją mamą? Powiedziałam jej, że idę do ciebie na noc.
-Oczywiście.-nie stawiała prawie nigdy oporu, co bardzo mi się w niej podobało.-Chodź do mnie, przebierz się i przyszykuj.-powiedziała.
-Okej. Zaraz będę. Kocham cię-odpowiedziałam krótko, po czym Amber się rozłączyła. Szczerze mówiąc, nie wiem, co to miłość. Po co mi ona?
Szłam w stronę domu przyjaciółki, zastanawiając się, jak to jest kogoś kochać. Ale po chwili wypędziłam tę idiotyczną myśl z mojej głowy i ruszyłam szybszym tempem.
Kiedy doszłam do jej domu, przywitała mnie Amber miłym uściskiem.
-Wchodź.-powiedziała i otworzyła drzwi tak szeroko, że mogłoby się zdawać, że to niemożliwe. Kiwnęłam twierdząco głową i weszłam. Od razu udałyśmy się do jej sypialni, która była na górze. Wyjęłam z mojej torby potrzebne rzeczy. Ubrałam się szybko i wręcz pobiegłam do łazienki, by się pomalować. Dużo tuszu i szminki. Wszystko, abym wyglądała nie na 17, a na 20 lat.
Szykowałam się przez jakieś pół godziny, może godzinę. Wyglądałam... jak zawsze o tej porze. Dochodziła 22.
-To ja będę spadać-uśmiechnęłam się do niej, a ona odpowiedziała mi tylko smutnym wyrazem twarzy. Wiedziałam, o co jej chodziło. Nie lubiła tego, kim byłam i jak się zachowywałam. Ignorując wszystkie niechciane mi rzeczy, pocałowałam ją w policzek i wyszłam. Pod drzwiami napisałam jej krótkiego sms-a "Nie martw się o mnie:)", co pewnie podniosło ją trochę na duchu.
Stałam pod nocnym klubem czekając na mojego klienta. Z dala ujrzałam jasne światła. Uśmiechnęłam się. Pod klub podjechało czerwone Ferrari 458 Italia. Stałam wciąż w tym samym miejscu lekko się uśmiechając do kierowcy. Po chwili silnik zgasł razem ze światłami, a drzwi otworzyły się. Chłopak podszedł do mnie klepiąc mnie po ramieniu.
-Może dasz się namówić na drinka?-jego głos był tak anielski, tak idealny. Te czekoladowe oczy, te idealne usta, te dłonie.
-Eee...-zaniemówiłam. Jego oczy mnie hipnotyzowały. Był taki idealny.
-Jestem Justin.-podał mi rękę patrząc mi w oczy.
-Anabelle.-ledwo co wypowiedziałam swoje imię. Oczarował mnie.
-Więc, piękna Anabelle, dasz się zaprosić na drinka?-puścił mi oczko, moje nogi uginały się jakby były z waty.
-Ale ja...
-Wiem. Chodź.
Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę wejścia.
-----------------------------------------------------------------------------------------
1 kom-> next