Jedyne, co pamiętam z minionej nocy to to, że dobrze się bawiłam wraz z przyjaciółką. Zlewałyśmy każdego faceta, który chciał z nami zagadać lub postawić nam drinka. Świetnie się bawiłam razem z Amber.
Teraz leżę w łóżku przykryta do połowy kołdrą. Obok mnie leży Amber. Jest rozmazana, czyli pewnie ja także. Wstaję najdelikatniej jak potrafię, by jej nie obudzić i idę w stronę łazienki. Strasznie boli mnie głowa i zbiera mi się na wymioty. Czyżby kac? Oj, Anabelle. Przechodząc przy barierce słyszę, że z dołu dobiega hałas wywołany wyjmowaniem szklanki z szafki. Brzdęk szkła sprawia, że staję jak wryta. Przecież nikogo nie powinno być w tym domu oprócz mnie i Amber. Łapię się balustrady i po cichu schodzę po schodach. Jestem w szortach i koszulce, więc wygląda na to, że w przeciwieństwie do Amber, ogarnęłam się przed pójściem spać. Nie wiem która jest godzina. W ogóle nic nie wiem. No dobra, może prócz tego, że strasznie się czuję. Serce o mało nie wyskakuje mi z piersi na jego widok. To niemożliwe. On nie powinien tu być. Stoi odwrócony do mnie plecami i opiera się o blat w kuchni. Widzę jego napinające się pod koszulką mięśnie. Chcę się odwrócić i iść do łazienki, tak jak zamierzałam, ale zamieram, gdy się odwraca i patrzy mi prosto w oczy. Otwieram usta ze zdziwienia. Jego czekoladowe oczy patrzą prosto w moje, a ja czuję ucisk w brzuchu. Stoję bez ruchu w bezpiecznej odległości od niego.
-Cieszę się, że cię widzę-szepcze, a jego głos powoduje, że dostaję ciarek na całym ciele. Uśmiecha się delikatnie i zwiesza głowę.-Tęskniłem za tobą, kochanie.
W tym momencie czuję jak kawałek mojego serca zaczyna pękać. Pęka mi serce, bo patrzę na niego. Choć na jego ustach widnieje uśmiech, oczy ma niesamowicie smutne. Jest mi go żal. Nie odpowiadam, lecz patrzę w jego pełne bólu oczy. Wpatruje się we mnie. Pospiesznie zakładam włosy za ucho i opuszczam głowę patrząc na swoje stopy. Słyszę, jak się porusza, ale nie patrzę w jego stronę. Nie potrafię połączyć tego, co się przed chwilą stało. Teraz naprzeciwko swoich stóp widzę jego buty. Stoi przy mnie. Serce bije mi jak szalone, gdy delikatnie podnosi moją brodę, bym na niego spojrzała. Odwracam wzrok od jego twarzy i patrzę na lodówkę, nie mogąc się na niczym skupić.
-Anabelle. Proszę, spójrz na mnie.-mówi błagalnie. Moje oczy wypełniają się łzami, więc zakrywam twarz dłońmi. Przytula mnie z czułością. Tak bardzo za nim tęskniłam. Przytulam swoją twarz do jego ramienia łkając cicho. Przyciąga mnie do siebie i przytula, po czym całuje w czubek głowy. Nie myślę racjonalnie. W ogóle nie myślę. W końcu odsuwam się od niego i wycieram łzę z policzka. Patrzy na mnie oczami pełnymi radości i bólu zarazem. Czy to możliwe?
-Ja też za tobą tęskniłam.-odpowiadam powstrzymując płacz.-Po co przyjechałeś?-pytam bez wyrazu.
-Do ciebie.-patrzy na mnie spod przymrużonych powiek i dotyka mojego policzka. Jego dotyk jest tak delikatny jak płatki róż, wciąż chcę więcej. Mam nogi jak z waty. Przytrzymuję się szafki stojącej obok i zakrywam czoło dłonią. Justin od razu reaguje.
-Co się stało? Źle się czujesz?
-Nie, to nic. -odpowiadam obojętnie i idę w stronę schodów, by w końcu znaleźć się w łazience. Idzie za mną, ale kiwam ręką, że chcę iść sama, więc mnie nie zatrzymuje. A ja nie zatrzymuję siebie. Chciałabym tak bardzo się do niego jeszcze raz przytulić.
Otwieram drzwi od łazienki. Wchodzę do niej niepewnym krokiem.
*
Wychodzę z łazienki. Miejmy nadzieję, że Amber wciąż śpi. Otwieram cicho drzwi do mojego pokoju. Przyjaciółka wciąż śpi. Podchodzę do komody i biorę z niej ubrania: czarną koronkową bieliznę, krótką bluzkę i spodenki z wysokim stanem. Ubieram się i schodzę po schodach. Podchodzę do szafki i wyjmuję z niej jedną szklankę i napełniam ją wodą. Piję łyk I potem zauważam , że Justin stoi za mną i mi się przygląda. Z trudem przełykam ślinę patrząc w jego oczy. Patrzy na mnie z miłością. Przymykam oczy i oddycham głęboko. Patrzę na niego i idę do salonu. Siadam na kanapie ze szklanką wody i włączam telewizor. Nigdy nie lubiłam oglądać telewizji , ale tylko to pozwoli mi przez chwilę o nim nie myśleć. Skaczę po kanałach szukając czegoś godnego uwagi. W końcu znajduję jakąś telenowelę. Wsłuchuję się w słowa bohaterów. Zaczynam już powoli ogarniać , o co w niej chodzi. I nagle, jakby na moje nieszczęście, a może przeciwnie, kanapa się ugina. Mam nadzieję zobaczyć obok siebie zaspaną Amber, jednak osoba, która usiadła obok mnie nią nie jest i wpatruje się we mnie. Odwracam wzrok z powrotem na telewizor. Chłopak przybliża się, a ja automatycznie się od niego odsuwam. Kocham go nad życie i nie wiem , co mi się dzieje. Nie chcę go widzieć. A może chcę. Zdecydowanie chcę. Bardzo chcę. Chcę tego bardziej niż czegokolwiek kiedykolwiek chciałam. Spogląda na mnie niepewnie, a ja uśmiecham się jakby sama do siebie. Mam nadzieję, że nie tego nie widział. Musiał widzieć, idiotko , bo ciągle się na ciebie gapi. Podsuwa się bliżej, a ja się nie ruszam. Moje usta rozszerzają się w uśmiechu. Odwracam głowę w jego stronę, gdy siedzimy tak blisko siebie , że dotykamy się ramionami. Odwracam głowę w jego stronę i nasze twarze znajdują się teraz niebezpiecznie blisko siebie. Twarze jak twarze. Ale usta. Jego usta. Słodkie jak najsłodszy cukierek, o malinowym kolorze, bardziej miękkie niż płatki róż. Anabelle, skończ. Odwróć wzrok, ale to już.
Patrzę w jego oczy, a on gładzi mnie po policzku. Czuję ulgę i wtulam twarz w jego dłoń. Zamykam oczy. Czuję jego oddech na swoich wargach. Powoli otwieram oczy i patrzę na niego. Gapi się na mnie, po chwili jego wzrok wędruje do moich ust. Patrzy na nie z zachwytem. Czuję się bezbronna.
-Kocham cię.-szepcze mi do ust. Moje ciało pokrywa gęsia skórka. Nie odrywamy od siebie oczu myśląc, że jeśli to zrobimy, popełnimy błąd. Ogromny błąd.
-Ja ciebie też.-szepczę mu przy ustach , prawie ich dotykając.
Czy Anabelle jest w stanie zmienić się dla miłości? Czy pomimo wszystko wzniesie się do góry i będzie szybować wysoko, czy spadnie na ziemię i połamie skrzydła?
wtorek, 9 lutego 2016
Rozdział dwudziesty drugi
Subskrybuj:
Posty (Atom)