-Cześć, Anabelle.-usłyszałam głos matki. Odetchnęłam z ulgą.
-Hej, mamo. Jestem w pracy, nie mogę rozmawiać długo, coś się stało?-powiedziałam na jednym tchu z uśmiechem, chociaż wolałabym, żeby w tym momencie mówił do mnie Justin.
-Miałaś dać mi znać.-powiedziała trochę poirytowana.
-Wiem, przepraszam. Nie miałam czasu. Mam teraz dużo na głowie.
-No, ciekawe. -powiedziała z lekkim sarkazmem. Nienawidziłam, kiedy w ten sposób mówiła. Westchnęłam głośno. Nie chciałam dalej ciągnąć tej rozmowy, ale co poradzić?
-Nie mam dużo czasu. -odparłam bez emocji w głosie.-Może być jutro o 12? Pójdziemy na lunch.
-Wspaniale, odezwę się jeszcze.-powiedziała już nieco milej.
-Pa.-rozłączyłam się i wypuściłam głośno powietrze. Dzisiejszy dzień był dziwny. Miałam go już dość.
*
Weszłam do domu, po czym rzuciłam swoje szpilki w kąt i rzuciłam się na kanapę. Dzisiejszy dzień był wyczerpujący. Odblokowałam swój telefon i weszłam w galerię. Przeglądałam zdjęcia moje i Justina. Łzy napłynęły mi do oczu, uśmiechnęłam się. Zwróciłam oczy ku górze, by powstrzymać łzy. Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam oczy. Przed nimi widniał Justin, ubrany w podarte jeansy i czarną koszulkę podkreślającą jego cudowne mięśnie. Na obu rękach miał tatuaże. Tęskniłam za nim.
Leniwie wstałam z kanapy i poszłam do swojego pokoju. Stanęłam przy komodzie i otworzyłam pierwszą szufladę. Było tam małe pudełeczko. Otworzyłam je, a moim oczom ukazał się wisiorek z inicjałami A&J. Pamiętam, kiedy mi to wręczył. Był robiony na zamówienie, zdobiony prawdziwymi brylantami. Teraz pewnie nic dla niego nie znaczy. Zupełnie tak jak ja. Zamknęłam szufladę, zapinając łańcuszek na szyi.
Mój wzrok utkwił w moim odbiciu w lustrze. Włosy opadały mi luźno na ramiona, sukienka była idealnie dopasowana do mojego ciała. Twarz miałam trochę smutną, nie dziwię się z resztą. Bez wahania wybrałam numer i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?-usłyszałam głos przyjaciółki.
-Amber! Masz jakieś plany na dziś?-spytałam z uśmiechem na twarzy.
-Właściwie, to nie.
-Cudownie, ubieraj się i chodź do mnie!-prawie krzyknęłam.
-Anabelle, co się dzieje? Wszystko w porządku?
-Jasne, nie marudź, tylko chodź, czekam.-odparłam.
-Okej, zaraz będę.
Rozłączyłam się i poszłam do łazienki. Napisałam Amber szybkiego SMS "Wejdź, drzwi są otwarte, ja idę wziąć kąpiel". Zgodnie z planem, weszłam do wanny i siedziałam w niej może z 20 minut. Dobrze mi to zrobiło po całym dniu.
Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Amber siedziała w salonie.
-Hej!-podbiegłam do niej i ją przytuliłam.
-Hej. Coś się stało?-spytała zakładając ręce na piersiach.
-Idziemy na imprezę-puściłam jej oczko.-stwierdziłam, że fakt, iż Justin mnie zostawił, nie zabrania mi chodzić na imprezy.- Przyjaciółka otworzyła szeroko oczy.
-Dobra, a gdzie idziemy?-spytała zamyślona.
-Rush Rush. To niedaleko.
-Nie mam ciuchów, skoczę po nie.
-Stój-złapałam ją za rękę. -dam ci coś.-uśmiechnęłam się do niej, na co ona odpowiedziała mi tym samym.
*
Ubrałam krótkie spodenki, top cropa z logiem Nirvany i czarne koturny. Amber wybrała sobie czerwoną sukienkę za uda i czarne szpilki. Włosy związałam w koński ogon, Amber natomiast zostawiła w nieładzie.
-Czemu nie zdecydowałaś się ubrać sukienki?-spytała Amber z podejrzliwą miną.
-Bo nie.-odpowiedziałam z lekką irytacją. To moja sprawa, jak się ubieram. A to, że byłam, kim byłam, nic nie zmienia. Przyzwyczaiłam się, że nosiłam sukienki na jakieś specjalne okazje lub jak byłam z Justinem. Teraz nie było to potrzebne, Czułabym się niepewnie. Ale nikt nie mógł mi zarzucić, że źle wyglądałam. Wyglądałam jak milion dolarów. Albo i więcej.
Kiedy zeszłyśmy na dół do kuchni i Amber zaczęła wyciągać szklanki, by uzupełnić je wodą mineralną, wybrałam numer i zamówiłam taksówkę. Amber podała mi szklankę z wodą z uśmiechem, sama natomiast sączyła napój ze swojej. Podziękowałam jej uśmiechem, rozłączając się.
-Jak się czujesz?-powiedziała ze skruchą w głosie. Jej wzrok powędrował na białe kafelki na podłodze.
-Trzymam się, jak na razie. Dziękuję za troskę.-odpowiedziałam wymuszając uśmiech. Przed oczami pojawiły mi się oczy Justina. Zamknęłam oczy, by odpędzić tę wizję jak najszybciej.
-Na pewno?-Kochałam Amber jak własną siostrę. Ale czasami bywała natarczywa. Czasem miałam jej dość.
-Tak, na pewno. -usłyszałam dźwięk klaksonu, więc machnęłam do przyjaciółki, aby poszła za mną. Szłam pewnym krokiem do drzwi, nie potykając się, co mnie bardzo zdziwiło, bo byłam roztrzęsiona wizją sprzed chwili. Jego czekoladowe oczy, malinowe usta... Anabelle, nie dziś!
-Więc, co będziemy dziś robić przez całą noc?-spytała Amber, gdy zamykałam drzwi na klucz. Uśmiechnęłam się do niej.
-Dziś będziemy się dobrze bawić.-puściłam jej oczko i uśmiechnęłam się szeroko. Ta noc jest nasza.
--------------------------------------------------------------------------------------
Mamy dwudziesty pierwszy :) Mam nadzieję, że Wam się spodobał. Jest trochę krótszy, niż chciałam. Przepraszam za przerwę.
No i spóźnionego szczęśliwego nowego roku i spóźnionych wesołych świąt! :D
Ten rozdział dedykuję moim najwspanialszym przyjaciółkom- Justynie i Klaudii. <3
-Czemu nie zdecydowałaś się ubrać sukienki?-spytała Amber z podejrzliwą miną.
-Bo nie.-odpowiedziałam z lekką irytacją. To moja sprawa, jak się ubieram. A to, że byłam, kim byłam, nic nie zmienia. Przyzwyczaiłam się, że nosiłam sukienki na jakieś specjalne okazje lub jak byłam z Justinem. Teraz nie było to potrzebne, Czułabym się niepewnie. Ale nikt nie mógł mi zarzucić, że źle wyglądałam. Wyglądałam jak milion dolarów. Albo i więcej.
Kiedy zeszłyśmy na dół do kuchni i Amber zaczęła wyciągać szklanki, by uzupełnić je wodą mineralną, wybrałam numer i zamówiłam taksówkę. Amber podała mi szklankę z wodą z uśmiechem, sama natomiast sączyła napój ze swojej. Podziękowałam jej uśmiechem, rozłączając się.
-Jak się czujesz?-powiedziała ze skruchą w głosie. Jej wzrok powędrował na białe kafelki na podłodze.
-Trzymam się, jak na razie. Dziękuję za troskę.-odpowiedziałam wymuszając uśmiech. Przed oczami pojawiły mi się oczy Justina. Zamknęłam oczy, by odpędzić tę wizję jak najszybciej.
-Na pewno?-Kochałam Amber jak własną siostrę. Ale czasami bywała natarczywa. Czasem miałam jej dość.
-Tak, na pewno. -usłyszałam dźwięk klaksonu, więc machnęłam do przyjaciółki, aby poszła za mną. Szłam pewnym krokiem do drzwi, nie potykając się, co mnie bardzo zdziwiło, bo byłam roztrzęsiona wizją sprzed chwili. Jego czekoladowe oczy, malinowe usta... Anabelle, nie dziś!
-Więc, co będziemy dziś robić przez całą noc?-spytała Amber, gdy zamykałam drzwi na klucz. Uśmiechnęłam się do niej.
-Dziś będziemy się dobrze bawić.-puściłam jej oczko i uśmiechnęłam się szeroko. Ta noc jest nasza.
--------------------------------------------------------------------------------------
Mamy dwudziesty pierwszy :) Mam nadzieję, że Wam się spodobał. Jest trochę krótszy, niż chciałam. Przepraszam za przerwę.
No i spóźnionego szczęśliwego nowego roku i spóźnionych wesołych świąt! :D
Ten rozdział dedykuję moim najwspanialszym przyjaciółkom- Justynie i Klaudii. <3