Tańczyłam jeszcze dość długo, zanim zorientowałam się, że Anabelle nie ma z nami.Wyrwałam się z objęć chłopaka i podeszłam szybkim krokiem do baru, szukając barmana.
-Przepraszam!-krzyknęłam dość głośno i pijano.
-Tak?-barman uśmiechnął się do mnie, polerując kieliszki do wódki.
-Widziałeś może moją przyjaciółkę? Była tu, piła drinki. O, moja torebka!-byłam przerażona z powodu Anabelle, ale także rozbawiona swoim stanem.
-Blondynka?
-Tak! Wiesz może gdzie jest?-ręce mi drżały, więc wypiłam drinka.
-Była tu niedawno, ale wzięła z twojej torebki papierosy i zapalniczkę i wyszła mówiąc, że zaraz przyjdzie i że mam się nie martwić, bo to twoja torebka.
-Jezus Maria! Nie widziałeś w którą stronę poszła?
-Wyszła z klubu.
-Dziękuję!-krzyknęłam łapiąc za torebkę i udając się chwiejnym krokiem do wyjścia.
Kiedy otworzyłam drzwi, zimny wiatr powiał mi w oczy. Szukałam wzrokiem przyjaciółki, ale nie mogłam jej nigdzie znaleźć. Nagle zobaczyłam kogoś dość wysokiego, brunet, nieźle zbudowany, przystojniak.
-Justin!-zawołałam chłopaka ze łzami w oczach.
-Co jest?-podszedł do mnie i był wyraźnie zdziwiony moim stanem psychicznym i fizycznym. Nie stałam za prosto. Jego źrenice były wielkości główki od szpilki, a białka miał przekrwione. No nie. Zignorowałam jego stan i zaczęłam mówić.
-Byłam z Anabelle w klubie, poszłyśmy się rozerwać po tym wszystkim, co się stało i ogólnie się napić. Poszłam na parkiet, by tańczyć. Ona została przy barze, a potem...-zaczęłam płakać.
-A potem?!-Jus był wyraźnie zdenerwowany i smutny, widać było, że się martwił, mimo, że ją tak traktował.
-A potem podeszłam do baru i już jej nie było. Barman powiedział, że wyszła tylko na papierosa, ale nie wróciła do teraz, a poszła może z pół godziny temu.-z moich oczu lały się łzy.
-Cholera! Gdzie mogła pójść?-Justin był załamany.
-Nie wiem, wydaje mi się, że ona nie poszłaby nigdzie sama, chociaż była w takim stanie...
-Czyli?! Czy ona coś piła?
-Była smutna cały czas, nie mówiła mi tego, wypierała się, ale ja to widziałam. Nie wiem, byłam na parkiecie.
Justin wyjął z kieszeni kluczyki, otworzył swój samochód i szybko mówiąc "wsiadaj" odpalił silnik.
-Justin, ale gdzie my jedziemy?-pytałam przez łzy.
-Po Anabelle.-w jego oczach widziałam złość i smutek. Nie wiedziałam co dokładnie czuje, tym bardziej, że jest pod wpływem, więc nic nie mówiłam.
Perspektywa Anabelle
Chciałam wysiąść, próbowałam mówiąc, że muszę się przewietrzyć, zapalić, nawet mówiłam, że muszę załatwić potrzebę, ale on wciąż patrzył na mnie wzrokiem bez wyrazu i odpowiadał ciągle "już niedaleko". Bałam się. Cholera, co ja teraz zrobię?
Po około piętnastu minutach dojechaliśmy. Wysiadłam z samochodu i rozejrzałam się. To była jakaś dzielnica, kilka psów szczekało, robiąc hałas. Słyszałam sowy i wilki. Bałam się.
Chłopak zamknął drzwi od samochodu i zaprowadził mnie do domu. 28 Sugar Street. Weszłam do skromnie wyglądającego domku, zupełne przeciwieństwo naszego domu. Szłam korytarzem powoli, patrząc na swoje buty.
-Jak masz na imię?-spytałam nie podnosząc nawet głowy.
-Robert.-podniosłam głowę i uśmiechnęłam się jak najbardziej sztucznie. Był to brunet z zarostem, męski i przystojny.
Byłam pijana, głowa mnie bolała, chciałam nie myśleć o Justinie, ale nie mogłam.
-Napijesz się czegoś?-spytał, kiedy usiadłam w salonie na kanapie.
-Tak, poproszę.
-Wódka ?-uśmiechnął się. Wiedziałam, że muszę odmówić alkoholu...
-Tak-ale nie umiałam.
Piliśmy i rozmawialiśmy głośno się śmiejąc, byłam ostro pijana.
-Idę spać, dobranoc.-rzuciłam szybko i zaczęłam się śmiać, po czym rzuciłam się na łóżko wygodnie i przytuliłam się do poduszki.
-Chcesz spać w ubraniach? Pognieciesz sukienkę.-rzekł Robert.
Po chwili powiedziałam niewyraźne "masz rację" i się uśmiechnęłam. Nie panowałam nad tym, co robię. Zdjęłam z siebie sukienkę i szpilki ze stóp i położyłam się. Po chwili poczułam, że ktoś kładzie się obok mnie. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam jego twarz, taką niesamowicie poważną i męską. Uśmiechał się do mnie, zrobiłam to samo. Przytulił mnie, a ja nawet nie zareagowałam. I od tego się zaczęło. Nie panowałam nad sobą i było mi już wszystko jedno, zapomniałam nawet, że jestem w ciąży. Wtedy było mi już wszystko jedno.
Perspektywa Justina
-Szukaliśmy jej wszędzie, gdzie ona może być?-powiedziała Amber przez łzy. Narkotyki już ze mnie zeszły i nie potrzebowałem ich teraz. Teraz liczyła się tylko Anabelle.
-Nie wiem.-powiedziałem gasząc silnik pod domem i wychodząc z samochodu. Była już 7:46. Cholera. Wyjąłem paczkę fajek z kieszeni i odpaliłem jedną.
-Mogę?-wydukała przez łzy Amber. Podałem jej papierosa i patrzyłem jak się zaciąga. Fajnie to robiła, ale nie lepiej od Anabelle.
Spaliliśmy papierosy w ciszy, po czym weszliśmy do domu. Amber poszła do siebie i zaczęła płakać. Ja poszedłem do naszego pokoju i spojrzałem na nasze zdjęcie. Łzy napłynęły mi do oczu. Położyłem się do łóżka. Zasnąłem.
Rozbudził mnie dźwięk telefonu, znów SMS. Cholera, znowu pewnie Harry albo Igor, spać nie dadzą. Była godzina 10:00. Spojrzałem na wiadomość, nieznany numer, pewnie pomyłka. Przeczytałem wiadomość.
28 Sugar Street
/Anabelle
Zignorowałbym tę wiadomość, gdyby nie ten podpis. Anabelle. Byłem gotowy do wyjścia po pięciu minutach, dosłownie.
-Co ty robisz?-spytała zaspana Amber.
-Jadę coś załatwić, idź spać, nie martw się.
-A Anabelle? Gdzie ona jest?-Amber była przerażona i załamana.
-Nie wiem.-spuściłem głowę i wyszedłem z domu. Wsiadłem do samochodu i odpaliłem silnik.-Już jadę kochanie-spojrzałem na jej zdjęcie. Ruszyłem z piskiem opon na 28 Sugar Street.
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej miśki! Jak tam u was? Jak Wam mijają wakacje?:)
Mamy osiemnasty, mam nadzieję, że Wam się podobał <3
Jak myślicie, co stanie się dalej?